Projekty

Podróże, a może bardziej odkrywanie?

O tym jak podróże przekładają się na moje życie codzienne, o fascynacji projektem Busem Przez Świat i realizacji marzeń – tych błahych i tych długoterminowych.

Dodaj komentarz

Jak podróże przekładają się na życie codzienne? Może to pytanie powinno brzmieć odwrotnie, jednak nie w moim wypadku. Nie będę nazywał się podróżnikiem, gdyż moje doświadczenie w tym zakresie ogranicza się do 3 podróży wszystkie z ekipą Busem Przez Świat, niektórzy nigdy nie byli za granicą, więc może aż trzech. Nie utrzymuje się z jeżdżenia po świecie, a może tylko tak mi się wydaje, bo przecież doświadczenia też mają swoją wartość, której nie doceniamy. Pracuje jak większość, 8 godzin dziennie, 40 tygodniowo, 160 miesięcznie. Jestem młoda osobą wchodząca zarówno w dorosłe życie jak i podróżnicze. Studentem kierunku artystycznego, choć lepszą nazwą będzie kreatywnego. „Słoikiem” warszawskim co chwilę pytającym „przepraszam, jak dojść do…”. Prawdopodobnie jestem jedną z wielu osób które mijasz na ulicy.

Fascynacja projektem Busem Przez Świat oraz możliwość przyłączenia się do nich, pchnęły moją wyobraźnię w bardziej odległe rejony i nie chodzi tu o rejony świata, tylko o własne granice „bezpieczeństwa”. Z bezpiecznego myślenia kim będę za 20 lat (bo tak najłatwiej) do skupienia się na tym co tu i teraz. Bo przecież nie żyjemy jutro, co było wczoraj możemy powspominać, ale realne zmiany możemy tworzyć tylko i wyłącznie dziś. Wiem, to wszystko łatwo napisać, ale jak przychodzi do realizacji to różnie z tym bywa. Właśnie po to podróżujemy, żeby przekonać się jak wiele możliwości rozwiązań naszych codziennych szarości daje nam świat. Podczas podróży w warunkach wydawałoby się skrajnych niewygód (jakie właśnie oferuje podróżowanie z ekipą Busem Przez Świat) skupiam się tylko na trzech pytaniach: Co będę jadł? Gdzie będę spał? Co chciałbym zobaczyć? Pisząc to odnoszę wrażenie, że nasi pierwotni przodkowie tych codziennych pytań mieli więcej. Czy nie wydaje się być to strasznie atrakcyjnym życiem?  Niestety jesteśmy zmuszeń do pracy, nauki, opieki nad rodziną i wieloma innymi codziennymi obowiązkami. Tylko nielicznym udaje się to przekształcić w „sposób na życie”(lecz uwierzcie to też nie jest łatwa praca). Codzienne pytania się mnożą, a odpowiedzi coraz mniej, nie rozumiemy niektórych zjawisk, jak hierarchia ważności: pracownik- szef, lekarz- pacjent itp.

Podróże pokazują, że tam na drugim końcu świata też są ludzie tacy jak my, mające swoje problemy i swoją „hierarchię”. Wszyscy jesteśmy tyle samo warci. Na co dzień pokazujemy swoją wyższość idąc środkiem korytarza jednej z korporacji nie potrafiąc już odpowiedzieć „dzień dobry” panu dozorcy (choć mamy równouprawnienie, więc może być i pani dozorczyni). Nie ważne czym się zajmuje, na jakim stanowisku jestem przede wszystkim jestem człowiekiem! Moja mama często powtarza „synu pamiętaj na stanowisku się bywa a człowiekiem się jest”. Realizujmy marzenia te błahe i te długoterminowe to jedna z rzeczy, która pozwala nam spojrzeć na nas z boku, ocenić to jakimi ludźmi jesteśmy. Jednym z moich marzeń było pojechać do Stanów Zjednoczonych. W zeszłym roku się to udało i wiecie co? Nie potrafiłem się z tego cieszyć. Za bardzo skupiłem się na punkcie, chwili i momencie. Zdałem sobie sprawę, że cel właśnie powinien być takim punktem, a cieszyć powinna mnie sama droga do jego osiągnięcia. Nie jesteśmy nieśmiertelni, fajnie planować, że na przykład 28 marca 2040 roku będę super lekarzem, zadowolonym ze swojej pracy, pomagającym innym i tak dalej. Ale do 2040 roku mamy 24 lata niesamowitej przygody, przez własne słabości, odkrywanie siebie, swoich talentów, nie raz i dołujących porażek. Nie trzeba jechać na koniec świata żeby to zrozumieć, lecz podróżowanie pomaga nam odkryć siebie i umiejętność cieszenia się chwilą, bo przecież żyjemy tu i teraz. Podróże kształtują nasz charakter (nie rzadko dopiero wtedy odkrywamy siebie), pokazują często brutalnie, że jesteśmy w stanie spać pod mostem, czy przeżyć bez smartfona więcej niż jedną dobę. Po powrocie, siłą rzeczy mając wspomnienia z podróży staramy się to przekłuć na nasze codzienne funkcjonowanie. Potrafimy już nie tylko odpowiedzieć „dzień dobry” ale i zapytać „jak się masz”. Sam wśród znajomych mam wiele osób na których olbrzymi wpływ mają reklamy, media, moda i inne czynniki, przez które zaciera się nasza osobowość. Sam taka osobą byłem do momentu gdy w zimną deszczową norweską noc przyszło mi spać pod namiotem, w absolutnej ciszy z  rozładowanym telefonem. Uświadomiłem sobie, że właśnie w tym momencie jestem sobą. Nikogo nie udaje, nie kreuję się na kogoś kim nie jestem, nie podążam ślepo za czymś co jest modne! Czy wartość odkrycia tego nie jest większa niż nie jeden awans, podwyżka czy uznanie szefa ?

Podróże to sztuka improwizacji. Lubimy mieć wszystko pod kontrolą, świadomość, że nad wszystkim panujemy. Lecz na co dzień z wieloma przeciwnościami czy rzeczami z którymi się nie zgadzamy musimy się pogodzić, bo najzwyczajniej w świecie nie mamy na nie wpływu. Podróże pomagają zaakceptować te warunki i kompromisy a w skrajnych wypadkach nawet znaleźć w nich plusy. Nie jest to dla nas tak uciążliwe jak zanim odkryliśmy tą obcą rzeczywistość gdzieś na pustyni czy na środku autostrady gdzie popsuł się bus. Może to zabrzmi śmiesznie, ale jako osoba pedantyczna, słyszałem przed pierwszą wyprawą, że przecież ty nie wytrzymasz nie myjąc się codziennie, że ktoś coś położył krzywo, czy że musisz spać na trawniku. Okazało się, że po powrocie zostałem wyleczony, teraz zamiast słyszeć że jestem pedantyczny słyszę tylko określenie „skrajnie uporządkowany”.

Piszę to ze swojej pozycji, na własnym przykładzie i pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi. Każdy ma do tego prawo. Nie jest to artykuł o tym jak żyć. To moje spojrzenie na to czego doświadczyłem. Po każdej wyprawie odkrywam uroki dnia codziennego, coś co było obok mnie zawsze, teraz nie jest obok, jest częścią mojego życia! Bo przecież żyjemy właśnie tu i teraz!

 

Fotografia © z archiwum prywatnego Filipa Kołacza

Poleć innym