Wywiady

„Praca daje mi wiele satysfakcji” – wywiad z Panią Barbarą Borys-Damięcką

Pani Barbara Borys-Damięcka – reżyser teatralny i telewizyjny, prezes Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów w Polsce, Przewodnicząca Kapituły Polak Roku w Holandii, Przewodnicząca Rady Programowej Telewizji Polonia, senator VII i VIII kadencji pracująca w Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz w Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, w rozmowie z Link to Poland opowiada o swojej pracy na co dzień, powstawaniu Telewizji Polonia oraz na czym polegał sukces teatrów telewizji.

Dodaj komentarz

Jak to się stało, że zajęła się Pani polityką? To co dociera do nas na co dzień z mediów nie przedstawia się dobrze i nie kojarzy z czystą grą i robieniem dobrych rzeczy.

Ja osobiście politykę i działania z nią związane dzielę na kilka kategorii. Samo słowo „polityka” nie jest dla mnie pojęciem jednoznacznym, zamkniętym i rozdzielam ją na politykę o problemach ogólnych, globalnych, międzynarodowych, która dotyczy całej ludzkości i naszego globu, relacji między państwami, narodami, sąsiadami itd.

Drugi nurt, który wyodrębniam to polityka, w której prowadzi się często tendencyjne, nieczyste gry między ugrupowaniami politycznymi, które chcą mieć władzę w danym kraju. I to nie jest coś typowego tylko dla Polski, to jest niestety reguła obowiązująca w każdym kraju w Europie i na innych kontynentach.

Trzeci nurt w polityce dotyczy kwestii pro-obywatelskich i z nim właśnie się utożsamiam. Będąc senatorem dbam o sprawy osób, które na mnie głosowały, które mi zaufały i oczekują ode mnie współpracy i pomocy w rozwiązywaniu ich problemów i spraw. I to jest dla mnie szalenie interesujące, w dobrym tego słowa znaczeniu, zadanie i wyzwanie.

Ludzie mają naprawdę duże problemy w bardzo różnych kwestiach, z którymi zwracają się do mnie na co dzień i żeby je zgłębić i dobrze się z nimi zapoznać, by sprawdzić wszystkie ustawy, przepisy które ich dotyczą trzeba czasu. Powoli małymi krokami, etapami rozgryza się taką sprawę, potem następuje etap spotkań z osobami, które decydują w danym temacie. I te moje kolejne potyczki, rozmowy i argumenty z osobami decydenckimi mają wpływ na to czy dana sprawa będzie w efekcie rozwiązana pomyślnie dla danego obywatela, czy będzie ona miała gdzieś jakiś zastój, bo ktoś z urzędników powie na przykład, że przepisy na coś nie pozwalają. W takiej sytuacji mamy do dyspozycji kolejne, wyższe organy u których można interweniować, takie jak Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka, czy też Rada Adwokacka, aż do najwyższego szczebla, czyli danego Ministerstwa. I jeśli uda się rozwiązać problem, który na początku wydawał się zbyt trudny i nie do przejścia to jest wielka satysfakcja.

W tej kwestii jestem osobą, która lubi działać sama, nie lubię być zależna od jakichś osób, czy też grupy, nie lubię by ktoś coś opóźniał, bo jeśli uważam, że problem wart jest uwagi i trzeba się nim zająć to ja ponoszę całą odpowiedzialność za jego rozwiązanie – podejmuję się go i chcę doprowadzić do końca.

Moja praca oczywiście nie polega tylko na interwencjach, pracy w komisji i spotkaniach z urzędnikami. Na co dzień uczestniczę też w życiu lokalnej społeczności mojego okręgu wyborczego – Warszawa-Śródmieście, Żoliborz, Bielany, Białołęka. Często spotykamy się i rozmawiamy o kwestiach społecznych czy architektonicznych tych dzielnic, o problemach niepełnosprawnych, czy osób w starszym wieku. Działałam na rzecz różnych organizacji charytatywnych, Uniwersytetu Trzeciego Wieku, spotykam się z dziećmi ze szkół i rozmawiamy np. o tym jak należy słuchać muzyki i poezji. Cały czas jest coś do zrobienia.

Wiemy również, że chętnie wspiera Pani Polaków mieszkających zagranicą.

Tak, oczywiście. Od 8 lat pracuję w Komisji Łączności z Polakami Zagranicą i przez ten czas udało nam się razem z Polonią zrealizować wiele projektów, zainicjować nowe kontakty czy współpracę pomiędzy różnymi organizacjami.

Prawdę mówiąc wiele z tych działań możliwe jest dzięki temu co udało mi się zrobić w moim życiu zawodowym przez 40 lat pracy w Telewizji. Dzięki temu, że moje nazwisko jest znane, a moja praca jako reżysera jest szanowana, ci którzy ze mną współpracowali potrafią ocenić obiektywnie moją wiarygodność i kiedy zwracam się do nich z prośbą, nigdy nie odmawiają.

Była na przykład taka historia kilka lat temu, że zgłosiły się do mnie organizacje polonijne z Włoch, że mają problem z czytelnictwem. W rezultacie wspólnie stworzyliśmy trzy polskie biblioteki, które do dzisiaj funkcjonują w Reggio, Kalabrii i Mediolanie. Co więcej udało się to zrobić zupełnie bez wsparcia finansowego z zewnątrz. Na jakiej zasadzie?

Wystąpiłam z pismem do polskich wydawców, którzy wydają różnego rodzaju książki – od słowników i publikacji naukowo-historycznych po beletrystykę i książki dla dzieci, z prośbą i apelem, że jest to nasz wspólny cel i obowiązek by ułatwić Polakom stworzenie bibliotek. Wyszłam z założenia, że przecież każde wydawnictwo przeznacza część nowowydanych książek na cele promocyjno-reklamowe. Nie można chyba znaleźć w tym celu lepszych odbiorców niż Polacy zagranicą. W odpowiedzi osiem czy dziesięć wydawnictw zadeklarowało chęć przekazywania swoich najnowszych publikacji. I tak w moim biurze zaczynało przybywać pudeł i książek, a osoby prowadzące organizacje kulturalne zaczęły organizować pomieszczenia, w których można by było stworzyć biblioteki.

Pani  Katarzyna Gralińska (Związek Polaków w Kalabrii), kobieta o niesamowitej energii, udała się na przykład na rozmowy do burmistrza Reggio. W rezultacie w pięknym Pałacu Medyceuszy, siedzibie burmistrza, udostępniono salę, w której można było zgromadzić książki, które dostaliśmy od wydawnictw. Potem nastąpiło oficjalne otwarcie w obecności mera i tak polska biblioteka działa do dnia dzisiejszego.

Podobne wsparcie otrzymuje również co roku Festiwal Polskiej Poezji dla Dzieci „Wierszowisko” organizowany w Holandii.

Dokładnie tak. Na tej samej zasadzie namówiłam wydawnictwa oraz Telewizję Polonia do współpracy z holenderskim Wierszowiskiem. Dzięki wydawnictwom mamy za każdym razem nagrody dla wszystkich dzieci biorących udział w tym konkursie, ale i także egzemplarze książek podpisane przez ich autorów i festiwalowych gości. I do tego jeszcze relacje w Telewizji Polonia.

Podobna sytuacja jest też z Litwą, Niemcami czy Czechami. Nikt prawie nie wie, że w takiej małej wiosce w Czechach, która nazywa się Wędryna, w której jest zaledwie kilkanaście domów, funkcjonuje fantastyczny polski teatr. Mieszkańcy wioski przygotowują naprawdę wspaniałe przedstawienia. Dzięki mojej wieloletniej pracy reżyserskiej i kontaktom z teatrami zdobywam dla nich oraz Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie kostiumy, które potem na miejscu babcie, mamy i ciocie zmniejszają i dopasowują do małych i dorosłych aktorów. Teatry w Warszawie, Katowicach czy Wrocławiu chętnie oddają po premierach swoje kostiumy i tym samym przyczyniają się do pielęgnowania kultury polskiej wśród naszych rodaków zagranicą.

I to samo dotyczy kwestii polskich szkół tworzonych przez rodziców do których udaje się wysłać sporo podręczników czy wsparcia przy organizacji festiwali filmowych.

Na drugiej półkuli współpracuję z Fundacją Nike, która tworzy Festiwal Filmu Polskiego w Chicago i Los Angeles i staram się im pomagać w sprowadzeniu najnowszych filmów, nagradzanych na Festiwalu w Gdyni czy też zaproszeniu na pokazy reżysera czy producenta.

I na tym polega właśnie moja praca senatorska, moja polityka. Taka praca daje wiele satysfakcji i bardzo mi odpowiada, bo nie wymaga ścierania się czy walki z różnymi politykami, tworzenia nowych granic państw czy spraw militarnych. To są relacje międzyludzkie, to są małe-wielkie sprawy i codzienne troski.

Z działalnością na rzecz Polonii i Polaków mieszkających zagranicą wiąże się nierozerwalnie również Telewizja Polonia, której była Pani pomysłodawcą i współzałożycielką. Jak wyglądały początki Telewizji Polonia?

Pomysł stworzenia Telewizji Polonia powstał w okresie, w którym doszło do zmiany systemu politycznego, kiedy okazało się, że my nagle nie wiemy co dzieje się z naszymi rodzinami zagranicą a oni nie wiedzą co dzieje się u nas w kraju.

Już dziś nikt nie pamięta, a zwłaszcza młodsze pokolenie, że nikt nie miał wtedy w domu paszportu i trzeba było „łaskawie” prosić posterunek milicji o jego udostępnienie i umożliwienie wyjazdu, że nikt nie miał telefonu komórkowego by szybko wybrać numer i zapytać swoich bliskich zagranicą co u nich słychać, a wszystkie rozmowy trzeba było zamawiać i czekać kiedy odezwie się pani z centrali międzynarodowej.

Z moimi kolegami z TVP postanowiliśmy wtedy, że musi powstać telewizja, która będzie utrzymywać kontakty między macierzą a naszymi rodakami, którzy wyjechali z Polski z różnych powodów i rozproszyli się po całym świecie.

To był rok 1992, napisałam wtedy list do ówczesnego prezydenta Wałęsy i wszystkich ministrów, że istnieje silna potrzeba, z jednej jak i drugiej strony, umożliwienia kontaktu z Polską naszym rodakom mieszkającym zagranicą poprzez medium jakim jest telewizja i że jej stworzenie jest naszym obowiązkiem. Zadeklarowaliśmy, że nie chcemy na to żadnych pieniędzy, potrzebujemy tylko moralnej aprobaty i wsparcia naszego pomysłu. Natychmiast dostaliśmy pozytywną odpowiedź od Pana Prezydenta i wszystkich Ministrów, łącznie z deklaracją Ministra Spraw Zagranicznych o jego gotowości do pomocy w organizacji naszych działań.

I tak jak obiecaliśmy, zrobiliśmy Telewizję Polonia sami. W tą akcję włączyła się większość pracowników technicznych, dziennikarzy, realizatorów światła i dźwięku oraz operatorów kamer. Zrobiliśmy przegląd wszystkich magazynów ze sprzętem telewizyjnym i na przykład z kamer, które były uszkodzone i nie nadawały się do eksploatacji wymontowaliśmy działające części a nasi inżynierowie stworzyli z tego trzy działające kamery. Na tej samej zasadzie przygotowaliśmy monitory i reżyserkę, czyli najważniejszą część techniczną.

Kwestię pomieszczenia do nadawania udało się zorganizować dzięki redakcji Teatru Telewizji, która dysponowała salą prób tzw. „Krysią” i nam ją udostępniła. Nasi scenografowie przygotowali tam studio, pod którym stanął przygotowany przez nas wóz transmisyjny. Mieliśmy zatem prawie wszystko: 3 kamery, reżyserkę, studio, wóz transmisyjny i ludzi. Brakowało nam tylko możliwości wysyłania sygnału drogą satelitarną. Wówczas większość częstotliwości należała do wojska i były duże problemy z ich udostępnianiem. Stwierdziłam, że trzeba zatem poszukać wśród nadawców satelitarnych polsko brzmiącego nazwiska. Udało się znaleźć takie wśród pracowników zarządu Eutelsat. Zadzwoniłam do pani Romanowskiej przedstawiając sprawę i prosząc o wstawienie się za nami i umożliwienie nam nadawania przez miesiąc, byśmy mogli sprawdzić czy jest odbiór, czy uda się nawiązać kontakt z rodakami zagranicą.

Pani Romanowska zorganizowała nam możliwość nadawania na 3 miesiące. Dodatkowo wystąpiliśmy jeszcze do europejskiej organizacji zrzeszającej publiczne telewizje i rozgłośnie radiowe – EBU (dop. red. Europejska Unia Nadawców) o przedłużenie tego pozwolenia tak by można było nadawać drogą satelitarną we wszystkich krajach europejskich. W sumie mieliśmy na początek pozwolenie na pół roku nadawania za darmo.

I tak 23 października 1992 r nadaliśmy pierwszy program Telewizji Polonia. Podaliśmy wtedy też numer telefonu, z prośbą by odezwali się do nas Ci którzy ten program obejrzeli. Po zakończeniu nadawania telefon się rozdzwonił – pierwsza była Polka mieszkająca w Szwecji, która cały czas płakała ze wzruszenia, emocje były wielkie, więc i my też oczywiście zaczęliśmy płakać. I można powiedzieć, że pierwsze minuty istnienia Telewizji Polonia to były łzy radości (śmiech), a potem już poszło. W rezultacie Telewizja Polonia została wpisana do ustawy o radiofonii i telewizji publicznej co zapewniło jej funkcjonowanie i finansowanie z budżetu państwa.

Obecnie ma 60 korespondentów w różnych krajach, można oglądać ją satelitarnie i przez internet, rozbudowała się forma newsowa – Polonia24 i Halo Polonia z bezpośrednim połączeniem z Polakami mieszkającymi zagranicą. Poza serialami i filmami, udało się też zapewnić widzom tradycyjne poniedziałkowe Teatry Telewizji ze znakomitymi kreacjami naszych aktorów.

A jak podobają się Pani nowe spektakle Teatru Telewizji?

Nie chciałabym być posądzona o zbytnie przywiązanie do tradycji, ale dla mnie wiele z nich nie jest teatrem telewizji w całym tego słowa znaczeniu. Teatr telewizji powstał jako zupełnie nowa forma połączenia teatru i filmu, dzięki niemu nie jesteśmy zamknięci w sali teatralnej i ograniczeni położeniem sceny w stosunku do foteli widzów. Nie jest to też film, w którym to decyzję o tym co zobaczymy podejmuje reżyser w ten a nie inny sposób opowiadający nam fabułę. Teatr telewizji jest połączeniem tych dwóch form, nie musimy być w teatrze możemy być w domu, możemy oglądać z całą rodziną więc jest widownia, ale równocześnie dodając elementy filmu możemy wyjść poza scenę, poza teatr, gdzieś w plener itd.

Niektóre współczesne teatry telewizji bardzo mi się podobają. Doszło do głosu pokolenie filmowo-teatralne, które prezentuje swój sposób widzenia i jest to dowód na to, że sztuka ta się nie starzeje, tylko cały czas się rozwija, ewoluuje i ma jeszcze do dyspozycji wiele możliwości poznawczych oraz możliwości zaangażowania w spektaklu wielu zdobyczy nowoczesnej techniki, technologii i animacji.

Czy chciałaby Pani zrobić jeszcze jakiś spektakl?

Muszę powiedzieć, że czasami mi się nawet śni, że jestem znowu w studio i przygotowuje taki spektakl na żywo.

A na czym polegał sukces tych teatrów robionych na żywo? To były emocje, które ogarniały cały zespół. Jak wiemy telewizji nie może zrobić jedna osoba, żeby tam wszystko działało potrzebny jest zgrany zespół. Jedna osoba może być pomysłodawcą, czy kierować grupą ale sama nic nie zrobi, musi mieć zespół.

Ja robiąc swoje teatry telewizji, a mam ich na swoim koncie ponad 200, zawsze pracowałam z jedną ekipą – operatorem, kostiumologiem, reżyserem świata itd., nie z wygodnictwa tylko dlatego, że stanowiliśmy tak zgrany zespół, że doskonale się rozumieliśmy i praca była dla nas łatwiejsza. Po drugie miałam pewność, że wszyscy ponoszą pełną odpowiedzialność za to co robią i mogę na nich liczyć. Wiedziałam, że nikt z nich niczego sobie nie odpuści, nie zlekceważy. To byli ludzie, którzy się niesamowicie angażowali i jak coś robili to na sto procent  – takie pozytywne spięcie i gotowość. Takie emocje dobrze działają na aktorów, którzy utożsamiają się z tym zespołem i w efekcie wchodząc do studia teatralnego tworzymy dużą telewizyjną rodzinę aktorsko-realizacyjną. Potem z tego studia wychodzimy i wszyscy się sobie rzucamy w ramiona dziękując i gratulując sobie nawzajem. To są cudowne momenty, które decydują o całej satysfakcji. I taki teatr chętnie bym jeszcze zrobiła.

W takim razie tego Pani życzymy. Dziękujemy bardzo za rozmowę.

 

Fotografia © Rafał Latoszek

Poleć innym