Wywiady

„Zawsze chciałam być projektantem…” – wywiad z Walerią Tokarzewską-Karaszewicz

Waleria Tokarzewska-Karaszewicz – projektantka, ubiegłoroczna absolwentka Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie, zwyciężczyni konkursu marki SEAT i FashionPhilosophy Fashion Week Poland, w rozmowie z Link to Poland opowiada o swojej nowej kolekcji, pracy i drodze do sukcesu.

Dodaj komentarz

Pani najnowsza kolekcja została niedawno zaprezentowana na Lviv Fashion Week, czym była inspirowana? Czy w Łodzi zobaczymy te same sylwetki, czy może przygotowuje Pani jeszcze jakieś nowe kreacje?

Kolekcja FW 2016/17 nosi nazwę „Shining Square”, co nawiązuje do błysku i świateł Nowego Jorku, ale i błysku kryształów, koralików i użytych tkanin oraz kwadratów – kraciastych wełen dominujących w kolekcji. Inspiracją jest wielokulturowość dzielnic Nowego Jorku, eklektyczny duch miasta, który łączy ze sobą wszystkie kontynenty. Chinatown- Manhattan, Williamsburg- Brooklyn, to wszystko widziane moimi oczami, przefiltrowane i przełożone na ubrania. W Łodzi odbędzie się polska premiera pełnej kolekcji, niektóre ubrania będzie można sobie dokładnie pooglądać na wystawie, którą zorganizuję na moim stoisku w showroomie na Fashion Weeku.

Wyjazdy, pokazy, ponad 70 publikacji w prasie nie tylko polskiej, ale przede wszystkim światowej. Przez ostatni rok od ukończenia studiów naprawdę dużo się dzieje – spodziewała się Pani, że tak będzie kiedy cztery lata temu, z dnia na dzień postanowiła Pani zupełnie zmienić swoje życie i dać sobie w końcu szansę na zajmowanie się modą?

Bardzo mnie cieszy każdy mały kroczek na przód, natomiast jest to dopiero początek. Wiem, że nie mogę się zatrzymać, ani zbyt długo celebrować udanych rzeczy. Mój cel, plany sięgają o wiele dalej, a aby je zrealizować, potrzeba mnóstwa pracy. Jestem totalnie sfokusowana na tym co robię i nic nie jest dla mnie ważniejsze. Kocham wszystkie moje obowiązki i często żałuję, że doba jest tak krótka, że nie mam siły dłużej popracować  (śmiech)

Mając już to doświadczenie za sobą, co powiedziałaby Pani swoim młodszym kolegom/koleżankom, którzy stoją przed wyborem drogi życiowej, którzy podobnie jak Pani w ich wieku nie wierzą w siebie, w swój talent?

Nie można się bać, ani marnować czasu. Wszystko to jak potoczy się nasze życie, zależy od nas samych. Poza tym bez ryzyka nie ma przygód!

Zawsze chciałam być projektantem. Wszyscy dorośli – od Rodziny, przez sąsiadów, po księdza na kolędzie patrzyli na mnie pobłażliwie kwitując „plany, plany, życie je zweryfikuje, idź na konkretne studia”. Takie nastawienie było zrozumiałe na początku lat 90′. Teraz to wszystko się zmienia, świat się otworzył, dojście do odbiorcy-klienta, jest banalne. Mamy Internet, jest Facebook, YouTube, Instagram i inne fajne rzeczy. Ten cały świat czeka tylko na nas i na to co do niego wniesiemy.

Sukces wbrew pozorom – czy w projektowaniu, czy w czymkolwiek innym – myślę, że nie jest skomplikowany do osiągnięcia. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie, czy kocha się coś tak bardzo, że jest się w stanie pomimo krytyki, przeciwności, ale i aplauzu, nie zatrzymywać w miejscu i poświęcić temu cały swój czas. To nawet nie chodzi o talent. Gdybym całe życie codziennie montowała okna, byłabym geniuszem w montowaniu okien. Oprócz tego, że pewnego dnia doszłam do wniosku, że germanistyka, dziennikarstwo, ani film, nie jest tym, co chcę robić do końca życia, a właśnie tym co chcę robić jest projektowanie, nie miałam żadnego przygotowania do zawodu. Wszystkiego można się nauczyć, jeśli ma się motywację, a kluczem do sukcesu jest… PRACA.

Trzeba mieć jasno wytyczony cel i się nie poddawać. Jeśli mamy się do kogokolwiek porównywać, to tylko do najlepszych. Czas, staranność. Najpierw inwestować – nie zarabiać.

No i trzeba być dla siebie wyrozumiałym. Nie wszystko co wyjdzie z pod naszej ręki musi być idealne, czasem może być koszmarne. Ale nie można się zatrzymywać, bo nawet te „koszmarki” nas rozwijają i uczą. Nie można mieć pretensji do braku dojrzałości w swoich projektach, jeśli robi się pierwszą, czy czwartą kolekcję – spokojnie, wszystkiego się nauczymy, na poziom światowy jeszcze przyjdzie czas i pieniądze (śmiech). Nie można zadowolić wszystkich, ważne by mieć poczucie, że na daną chwilę, to co zrobiliśmy jest najlepsze. Nie zatrzymujemy się, cały czas pracujemy, rozwijamy się, mamy do siebie wymagania i nie gwiazdorzymy, bo nie będziemy mieć już w ogóle znajomych! Spoczęcie na laurach i lenistwo jest passe! (śmiech)

Czego, poza warsztatem, nauczyły Panią studia w SAPU? Które z doświadczeń przydaje się teraz w pracy?

Oprócz umiejętności myślę, że szkoła była dla mnie wielką lekcją pokory, nauczyła mnie systematyczności. Jak dobrze pamiętam, na pierwszym roku, w pierwszym semestrze, naukę zaczęło około 200 osób, natomiast dyplom obroniło około 60. SAPU, to nie jest zwykła szkoła – na studiach od czwartku do niedzieli balowałam, a czerwony pasek był w standardzie. Ucząc się na SAPU, poświęcałam szkole cały tydzień, a z domu wychodziłam od święta. Pewnie wynikało to też z mojego nastawienia i ambicji – nad wszystkim długo pracowałam, wszystko starałam się robić najlepiej i najstaranniej jak potrafię. Poza tym zajęć w szkole jak i zadań domowych było naprawdę mnóstwo – co jak najbardziej uważam za dobre. Bardzo zależało mi, aby być we wszystkim najlepszą, zresztą naukę skończyłam z bardzo wysoką średnią – niektórzy wykładowcy dawali w wyjątkowych przypadkach „6”, moja średnia była wysoko ponad 5.0. Na moim roku były bardzo utalentowane osoby, niektóre z nich po szkołach plastycznych, czy krawieckich. Widząc, że ktoś jest ode mnie w czymś lepszy, bardzo mi to imponowało i motywowało, ażeby jak najbardziej się zbliżyć do poziomu tej osoby, która swoje doświadczenie zdobywała x lat, a w najlepszym wypadku – prześcignąć ją umiejętnościami. Nie chodzi tu absolutnie o niezdrową rywalizację, ale o sprawdzenie siebie, stawianie sobie coraz wyższych poprzeczek. Mówiąc o pokorze – nieraz nie udawało mi się zrobić coś tak rewelacyjnie jakbym chciała, inna osoba potrafiła zrobić to lepiej, nie wkładając w to tyle czasu i energii co ja. To była właśnie lekcja pokory – uczyłam się radzić sobie z porażką i skupiać się na tym, aby cały czas się uczyć. Zresztą teraz też się cały czas uczę, będę to robić całe życie.

Czy w przyszłości widzi Pani siebie bardziej w projektach haute couture, teatralnych, filmowych czy też może będzie to awangarda, ale w wersji bardziej na co dzień? A może zupełnie inna forma wyrazu?

Kolekcje na pewno będą różne, nie zamykam się na żaden kierunek (śmiech)

Na aukcje charytatywną w ramach Balu Dziennikarzy przygotowała Pani projekt kreacji dla Angeliny Jolie, czy to jedna z gwiazd dla których chciałaby Pani projektować?

Oczywiście, bardzo bym się ucieszyła, gdyby Angelina chciała założyć moją sukienkę i z największą przyjemnością wykonałabym dla niej projekt. Natomiast nie jest dla mnie ważne, czy moje ubranie założy aktorka, prawniczka, sekretarka, czy studentka. Oczywiście z punktu marketingowego najlepiej, by je założyła Angelina, ale chciałabym robić ubrania dla każdego (śmiech) Na aukcję, wybrałam taką postać, a nie inną, ponieważ jest to bohaterka wielu kobiet, nie tylko ze względu na swoją kobiecość, ale przede wszystkim na działanie charytatywne i podjęte kroki w ramach walki z rakiem. Poza tym… Angeline Jolie łatwiej narysować niż Meryl Streep (śmiech)

Kiedy ruszy Pani sklep online? Czy znajdą się w nim ubrania i dodatki z kolekcji, która wygrała konkurs marki SEAT i FashionPhilosophy Fashion Week Poland? Czy będzie to zupełnie nowa kolekcja?

Sklep jest moją piętą Achillesową. Planowałam, aby ruszył już w ubiegłym roku, potem z początkiem obecnego i tak to odkładam… Zaczynam zauważać, że biorę na siebie zbyt dużo obowiązków i pomału zaczynam się godzić, że niedługo będę musiała podzielić się z kimś pracą. Póki co moja firma Waleria Tokarzewska-Karaszewicz, jest firmą jednoosobową składającą się z Walerii Tokarzewskiej- Karaszewicz. Wszystko robię sama – projekty, konstrukcje, szyję, haftuję, najbardziej cierpią na tym maile, kontakty, wszystkiego jest coraz więcej. Są dni, kiedy nie wiem w co mam włożyć ręce. Natomiast moja samodzielność nie jest spowodowana paranoją, po prostu naprawdę ciężko znaleźć osobę godną zaufania, odpowiedzialną, z profesjonalnym podejściem, konkretną, dla której dane słowo i termin to świętość. Opóźnienie otwarcia sklepu jest właśnie efektem mnożących się obowiązków – sklep jest właściwie gotowy, problem polega na tym, że brak mi czasu na realizację zamówień – poza kolekcjami, sesjami, pokazami, moją pracą stylisty itd., mam jeszcze indywidualne zamówienia klientek. Muszę się po prostu na nowo zorganizować (śmiech).

„Shining Square” powinna wejść do sprzedaży w okolicach września, poszczególne ubrania i torebki z poprzedniej kolekcji również będą w sprzedaży. Rzeczy będą w nakładzie 2-4 sztuk, niektóre będą pojedyncze.

Co mogę zdradzić – piąta kolekcja – wiosna/lato 2017 jest już ułożona w głowie i pomału się za nią zabieram. Nie jestem królową strategii, ale myślę, że logistycznie o wiele lepiej ją zaplanowałam, dzięki czemu więcej osób będzie mogło kupić ubranie z moją  metką. (śmiech)

 

Premierowy pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej-Karaszewicz „Shining Square” odbędzie się 23 kwietnia 2016 o godz. 20.00 w Hali Expo w Łodzi – szczegółowe informacje: 14. edycja FashionPhilosophy Fashion Week PolandFB

 

Oficialna strona projektantki: Tokarzewska | FB

Fotografia © Anna Karahan – Specjalny pokaz z konkursu Seata Walerii Tokarzewskiej-Karaszewicz na 13. FashionPhilosophy Fashion Week Poland – wiosna/lato 2016.

Przeczytaj również:  Zapraszamy na 14. edycję FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Poleć innym