Wywiady

Jak wychować dzieci wielojęzyczne – rozmowa z Martyną Górniak Pełech

Wychować dziecko nie jest łatwo, a wychować dziecko wielojęzyczne jest nie lada wyzwaniem! O tym jak tego dokonać, jak przybliżyć dzieciom nie tylko język, ale również kulturę i tradycje kilku krajów rozmawiamy z Martyną Górniak Pełech, mamą, filolożką, pedagogiem i autorką książki „Dzieci wielojęzyczne”.

Dodaj komentarz

Skąd pomysł na wychowanie dzieci w obcym dla siebie (rodziny) języku? I skąd przekonanie, że mieszkając w Polsce to się uda i że warto zadać sobie ten trud?

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w pierwszej ciąży, mieszkaliśmy w Krakowie. Pracowałam wtedy w szkole językowej jako lektorka języka hiszpańskiego. Wtedy właśnie po raz pierwszy pojawił się w mojej głowie pomysł, by mówić do dziecka w języku hiszpańskim. Wtedy właśnie poznałam nauczycielkę języka francuskiego, która mówiła do swoich dzieci po francusku i dokładnie wtedy pierwszy raz zobaczyłam wystąpienie TED Annie Murphy Paul, która przekonywała, by wprowadzić wielojęzyczność jeszcze przed porodem. To był rok 2011. Modne było wtedy słuchanie muzyki poważnej, relaks i śpiewanie piosenek „do brzuszka”. Wprowadzanie języka obcego było wtedy czymś nowym, graniczącym z szaleństwem. Podjęliśmy z mężem decyzję, że on będzie mówił do dziecka po angielsku (mąż jest Polakiem), a ja po hiszpańsku. Nie wiedzieliśmy czy się uda, mimo to postanowiliśmy spróbować. Braliśmy pod uwagę dwa scenariusze, albo nas wezmą za wariatów, albo wychowamy dziecko wielojęzyczne.

Niby z pozoru to prosta sprawa: mamy wewnętrzne przekonanie, że dwujęzyczność (wielojęzyczność) to ważna rzecz, że należy przez jakiś czas uczynić z niej sprawę priorytetową i zaakceptować trudności, że należy dziecku zapewnić jak najwięcej kontaktu z danym językiem i to od najmłodszych lat. Dlaczego, Pani zdaniem, w praktyce jest to zatem zdecydowanie trudniejsze do wykonania i nie wszyscy rodzice mieszkając za granicą dbają o to?

Wielu osobom wydaje się, że najważniejsze to sprawić, by dziecko zaczęło mówić w dwóch językach. Otóż nie. Najważniejsze to samemu zacząć mówić w obcym języku do dziecka. Zmianę powinniśmy zacząć od samych siebie. Pamiętam pierwszy miesiąc życia Ksawerego, kiedy to ja musiałam przestawić swój mózg, a przede wszystkim język wyrażania swoich uczuć. Kiedy mieszkając w Polsce zamiast powiedzieć „kocham Cię” mówiłam „te quiero”. To było najtrudniejsze. Musiałam nie tylko mówić, ale i myśleć i czuć po hiszpańsku.

Podobnie jest kiedy będąc  za granicą chcemy utrzymać język polski. Nie możemy być polskim rodzicem „z doskoku”. Musimy być konsekwentni, a to nie jest łatwe. Często się tym stresujemy. Obwiniamy siebie, że znowu „zapomnieliśmy” w jakim języku mamy się zwracać do dziecka. Nie ma nic gorszego. Jesteśmy tylko ludźmi. Zaliczymy wiele wpadek i zrobimy wiele błędów. I to jest całkiem naturalne. Mieszkając na Malcie, bardzo dużo mówię do dzieci po polsku, ale jak się bardzo zdenerwuję, to krzyczę po hiszpańsku. I one wtedy wiedzą, że miarka się przebrała, bo mama już nie tylko ton, ale nawet język wypowiedzi zmieniła.

Dwujęzyczność (wielojęzyczność) to długa, konsekwentna, codzienna podróż. Kogo i co zabrać ze sobą? Co będzie naszym sprzymierzeńcem w tej drodze, w tym procesie?

Przede wszystkim CIERPLIWOŚĆ. Jest ona najbardziej potrzebna na początku naszej drogi. Kiedy prowadzimy niekończące się monologi i czekamy na reakcję dziecka. Kiedy pierwsze dwa, trzy lata stają się wiecznością. Wtedy cierpliwość, będzie nam bardzo potrzebna. Na drugim miejscu WIARA w sukces. Musi się udać, bo kto jak nie my? I przede wszystkim POZYTYWNE NASTAWIENIE. Wokół nas będzie wielu sceptycznych ludzi, dużo razy będziemy opadać z sił i nie raz zaliczymy upadek. Ale podobno nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. A wyzwanie, które przed sobą postawiliśmy, z całą pewnością nie można zaliczyć do nicnierobienia.

Jedną z najpowszechniejszych strategii wychowania dwujęzycznego jest zasada OPOL, według, której rodzice powinni zwracać się do dziecka tylko w swoim języku i robić to konsekwentnie. A jak to działa kiedy rodzice mówią do swoich dzieci w kilku językach?

Naszą strategią również miała być metoda OPOL, czyli jeden rodzic – jeden język. Ja miałam mówić tylko po hiszpańsku, mąż tylko po angielsku, a środowisko zewnętrzne po polsku. Wtedy jednak jeszcze nie wiedzieliśmy, że los rzuci nas na głęboką wodę i wylądujemy na maleńkiej wyspie, gdzie okaże się, że trzy języki to wciąż za mało. Kiedy zamieszkaliśmy na Malcie, zniknął z otoczenia język polski. Musieliśmy, więc zmienić strategię. W naszej czteroosobowej rodzinie zaczęliśmy mówić w czterech językach. Wielojęzyczność stała się naszym stylem życia i wtedy dopiero zaczęła się prawdziwa wielokulturowa przygoda.

Rodzice często obawiają się, że dwujęzyczność (wielojęzyczność) spowoduje opóźnienie w rozwoju językowym ich dzieci, że zaczną później mówić, albo będą mieszać języki (tzw. code-mixing / code-switching) i nikt ich nie zrozumie. Jakie jest Pani doświadczenie w tej kwestii?

Ja również obawiałam się opóźnień mowy. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ jest ono mitem, który powstał z błędnie przeprowadzonych badań. Dosyć szczegółowo omawiam temat w mojej książce „Dzieci wielojęzyczne”. Opóźnienia mowy mogą wystąpić u dzieci jednojęzycznych oraz u dzieci wielojęzycznych. Każde dziecko rozwija się w innym tempie. Ciężko tu o jakąkolwiek regułę.

Jeśli natomiast chodzi o code-switching, tak, na początku dzieci mieszają języki. Zaczynają zdanie w jednym, a kończą w innym języku. Często też używają wyrazów, które mają podwójne znaczenie. Dzieci robią też kalki językowe, czyli budują zdania wykorzystując konstrukcję z innego języka. Do dziś kręci mi się łza w oku, kiedy wspominam okrzyki Krysi dobiegające z toalety: „Mamusiu, mamusiu, jestem skończona! Słyszy mnie ktoś? Halo? Jestem skończona!”

Pamiętajmy jednak, że to są momenty jedyne w swoim rodzaju. Są one nieodłącznym elementem w procesie nauki języka To są małe niewinne błędy, za którymi będziemy tęsknić. Tak szybko i niespodziewanie jak się pojawiają, tak samo szybko znikną z naszego życia.

Tylko łączne rozwijanie wszystkich sprawności, czyli mówienia, pisania i czytania pozwala na swobodne funkcjonowanie w danym języku. Jak praktycznie dbać o to w kilku językach równocześnie, zwłaszcza kiedy mówimy o dzieciach?

Kiedy pierwszy raz słyszymy o wielojęzyczności, myślimy o osobie, która płynnie mówi w kilku językach. Kiedy jednak zagłębiamy się w temat, okazuje się, że tu nie chodzi tylko o umiejętność mówienia. Wielojęzyczność to myślenie w kilku językach. Wyrażanie swoich uczuć, pisanie, czytanie, liczenie, a nawet sposób w jaki śnimy, wszystko odbywa się w kilku językach. Do tego dochodzi kwestia wielokulturowości. Nie da się rozdzielić języka od kultury. Zaczynamy więc żyć w wielu kulturach, a nawet tradycjach. Żyjemy gdzieś pomiędzy malowaniem jajek na Wielkanoc, kupowaniem wielkich kiści winogron na imprezę sylwestrową a świątecznym lunchem osłodzonym Christmas Pudding. Należy przy tym wszystkim pamiętać, że dziecko, które wychowuje się w trzech kulturach, nie jest połączeniem trójki dzieci z trzech różnych kultur. Jest ono cały czas tylko jednym dzieckiem, wychowującym się w trzech kulturach.

Z perspektywy czasu, doświadczenia i widocznych efektów Waszego rodzinnego „projektu wielojęzyczność”, jakie widzi Pani jego korzyści? Dlaczego warto podjąć to wyzwanie?

Nigdy nie planowałam, że wychowam dzieci, które będą płynnie posługiwać się czterema językami. Pewnie gdybym miała dziesięć lat temu podjąć decyzję o liczbie języków, nie odważyłabym się na wprowadzenie równolegle czterech. Dziś, kiedy widzę z jaką łatwością Krysia i Javi opanowali wszystkie języki, wiem, że było warto. Nigdy nie byli uczniami szkoły językowej, nigdy nie brali udziału w lekcjach języka obcego. Wszystkich języków nauczyli się w naturalny sposób, bawiąc się, oglądając bajki, słuchając ludzi wkoło. Robili więc wszystko to, co robiły dzieci w ich wieku, w różnych krajach, na różnych szerokościach geograficznych i w różnych kulturach. Dla nich mapa świata nie jest zlepkiem kolorów, jest częścią ich życia. Horyzont zmienił całkowicie swoje położenie. Świat otworzył się dla moich dzieci dużo szerzej niż kiedykolwiek dla mnie. Przez te dziesięć lat wraz z mężem pokazaliśmy im, że świat jest bardzo mały, że można porozumieć się z każdym, że odwaga i pewność siebie zawsze im pomogą w budowaniu relacji z ludźmi z innych krajów, a odległość to są tylko kilometry.

Bardzo dziękujemy za rozmowę i zapraszamy wszystkich do lektury książki „Dzieci Wielojęzyczne”.

Przeczytaj również: Dzieci Wielojęzyczne – premiera książki już w październiku

Poleć innym