Projekty

Moja Polska – okiem Thomasa Cremersa, holenderskiego fotografa

Z Thomasem Cremersem – pełnym werwy i entuzjazmu holenderskim fotografem, autorem książki „Moja Polska”, w której prezentuje swoje spojrzenie na Polskę – rozmawia Mariusz Soltanifar.

Dodaj komentarz

Kiedy zaczęła się twoja przygoda z Polską?

Od dziecka fascynowały mnie państwa bloku wschodniego. Zwrot „żelazna kurtyna” słyszało się bardzo często w wiadomościach.  Ponieważ dzieci mają przeważnie bujną wyobraźnię, obrazem jaki stawał mi przed oczami była prawdziwa kurtyna z żelaza rozciągająca się poprzez różne kraje. Często próbowałem też wyobrazić sobie, jacy byli ludzie po tej drugiej stronie i w moim mniemaniu ta  „druga strona” to był całkowicie inny świat.

Mniej więcej w tym samym czasie holenderki zespół „Klein Orkest” wykonywał piosenkę „Over de Muur”. I pomimo tego, że utwór mówił o samym murze berlińskim i o ludziach mieszkających po obu stronach, to tekst można by odnieść to relacji pomiędzy wschodnią i zachodnią Europą w ogóle. Bardzo podobało mi się to, że piosenka nie próbowała faworyzować żadnej ze stron. Kiedy sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać, nazwisko Lecha Wałęsy pojawiało się w mediach coraz częściej. Zapamiętałem to imię, mimo, że mając niewiele lat, nie zdawałem sobie chyba sprawy kim on dokładnie był, poza tym, że był Polakiem i miał coś wspólnego z wolnością.

Już trochę później, siedziałem przed telewizorem, kiedy burzono mur i obserwowałem tę scenę, kiedy maszyny budownicze szarpały zarówno cement jak i ludzi, którzy siedząc na górze muru, rozbijali go młotkami. Z perspektywy czasu rozumiem symbolikę tej sytuacji , kiedy to symbol represji został użyty do zniszczenia muru. Miałem tylko 11 lat, ale i tak bardzo wzruszyła mnie chwila, w której dziura w murze stała się na tyle duża, że dało się przez nią podać i uścisnąć sobie nawzajem dłonie. Po latach przeczytałem „Wojnę polsko-ruską”, oczywiście w holenderskim tłumaczeniu. Obejrzałem też wywiad z Dorotą Masłowską przeprowadzony przez holenderskiego pisarza i właśnie to ożywiło moje zainteresowania i zawęziło je konkretnie do Polski. Niedługo później poznałem Polkę, w której się strasznie zakochałem. To było w 2007 roku, w tym samym roku kiedy przyjechałem do Polski po raz pierwszy.

Łączą cię szczególne stosunki z Wrocławiem – miastem gdzie uczyłeś się języka polskiego. Powiedz, proszę, dlaczego wybrałeś właśnie to miasto?

Wybór Wrocławia nie był z początku świadomą decyzją. Pierwszy raz przyjechałem tu z dziewczyną, która wychowała się w Polsce i chciała odwiedzić rodziców. Przez kolejne lata bywałem we Wrocławiu wielokrotnie, więc poznałem to miasto i zakochałem się w nim.

W twojej twórczości często pojawiają się portrety. Ciekawi mnie, jak ludzie reagują, kiedy podchodzisz do nich na ulicy i pytasz czy możesz im zrobić zdjęcie?

Nagromadzenie odpowiednich pokładów zarówno odwagi, jak i umiejętności językowych, żeby móc zacząć podchodzić do ludzi, zajęło mi dużo czasu. Z moich doświadczeń z Holandii wynika, że ludzie mogą reagować irytacją lub nawet agresją. Bardzo się zdziwiłem, kiedy okazało się , że w Polsce tak nie jest. Tutaj ludzie są przyjaźni i uprzejmi. Często też pytają, dlaczego chciałbym zrobić im zdjęcie. Ponieważ zawsze staram się do nich zwracać po polsku, temat zdjęcia schodzi na dalszy plan i zastępuje go ciekawość i zaskoczenie. Najciekawszy jest ten pełen niedowierzania odzew, kiedy mówię, że uczę się polskiego, bo uwielbiam ten kraj i język. „Uwielbiasz Polskę? Ale czemu?”. Próbuję odpowiadać na wszystkie ich pytania najszczerzej jak potrafię. Wydaje mi się, że ta rozmowa przed wykonaniem portretu dużo pomaga i to później znajduje swoje odzwierciedlenie. Mam też w zwyczaju robić tylko jedno zdjęcie. Jak skończę, daje im swoją wizytówkę, żeby mogli się ze mną skontaktować w razie gdyby chcieli dostać tę fotografię.                                                                                                            

Czy mógłbyś zdradzić naszym czytelnikom swoje plany na przyszłość?

Numerem jeden w moich planach jest wydanie książki opowiadającej o moim spojrzeniu na Polskę. Mogę dodać, że to spojrzenie jest bardzo korzystne. Zamierzam przeciwstawić się pesymizmowi i negatywnej atmosferze roztaczanej przez  niektórych polityków. Niestety to właśnie takie sygnały docierają do mediów w obu naszych krajach. W dalszym ciągu szukam wsparcia w wydaniu książki w taki sposób, żeby była dostępna i interesująca dla wszystkich. Kolejnym pomysłem jest przeprowadzka do Polski na pewien czas. Chciałbym podszkolić język i zbliżyć się do fascynujących mnie tematów.

Czy chciałbyś powiedzieć coś szczególnego Polakom mieszkającym w Holandii?

Tak! Potrzebujemy was! Nie tylko ze względów ekonomicznych. Posiadamy tożsamość europejską , o czym czasami zbyt łatwo się zapomina. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak dużo swobody w przemieszczaniu się między krajami. Pozostając dumni z naszych własnych tradycji, możemy jednocześnie czerpać ze wspólnego dziedzictwa europejskiego. Jak widzisz wcale nie staram się z tym kryć, że jestem europejskim patriotom. I zanim zapomnę, chciałbym prosić wszystkich Polaków mieszkających w Holandii, którzy mają zdolności kulinarne, żeby otworzyli polską restaurację. W Holandii mamy jedną polską restaurację na 16 milionów mieszkańców. To naprawdę za mało jak na tak cudowną, przepyszną i zróżnicowaną kuchnię.

Kilka tygodni temu opublikowałeś album „Moja Polska”, który ukazuje bardzo emocjonalny wizerunek kraju. Twój punkt widzenia jest całkowicie odmienny od tego jaki prezentują inni fotografowie. Powiedz nam proszę co cię zainspirowało do obrania takiego kierunku?

Moje spojrzenie na Polskę jest bardzo idealistyczne i emocjonalne. Nie da się ukryć, że są rzeczy które można by poprawić, ale jestem pewien, że tak się stanie. Kiedy pewnego dnia pomyślałem, że naprawdę chciałbym zrobić projekt dotyczący Polski, który mógłby promować ją i jej mieszkańców, zrozumiałem, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy, że udokumentuję swoją pasję. Jestem głęboko przekonany, że im bardziej się kocha, to co się robi, tym lepsze wyniki się osiąga.

Wiem, że spędzałeś święta w Polsce. Powiedz, jak ci się podobało. Dostrzegasz jakieś wyraźne różnice pomiędzy polskim, a holenderskim sposobem obchodzenia Bożego Narodzenia?

W zasadzie w tym roku będę spędzał święta w Polsce po raz piąty. Myślę, że największe różnice są związane z rodziną i tradycjami. Od razu widać, że w Polsce jedzenie jest tylko jedną z części składowych tradycji, podczas gdy w Holandii stało się ono motywem przewodnim święta. No i oczywiście w Polsce religia odgrywa dużo większą rolę. Byłem pod ogromnym wrażeniem, kiedy zobaczyłem ludzi tłoczących się w ogromnych kolejkach, żeby wejść do kościoła.

Komu w szczególności dedykujesz ten album?

Chciałbym zadedykować te fotografie państwu, które w trakcie swojej historii spotkało się z wieloma nieszczęściami, ale które było jednocześnie w stanie wydać na świat wiele inspirujących postaci. Przede wszystkim jednak dedykuję ten album ludziom, Polakom, za ich bezgraniczną gościnność i nieustające dążenie do lepszej przyszłości

Na niektórych fotografiach pokazujesz szary, ale jednocześnie bardzo piękny polski krajobraz. Co czułeś kiedy robiłeś takie zdjęcia?

Na takich zdjęciach starałem się uchwycić poczucie tęsknoty i nostalgię. Występuje tu swojego rodzaju dwoistość. Nie mogę stwierdzić ze stuprocentową pewnością, czy reprezentują one dobre czy złe czasy, które już przeminęły. Na przykład jeden budynek wyglądał olśniewająco kiedy go wznosili, a teraz się rozpada, co wywołuje uczucie nostalgii. Z drugiej strony można powiedzieć, że ten budynek się rozpada, bo w rozpadającym się reżimie brakowało czasu, żeby o niego zadbać. Ogólnie rzecz biorąc, z tego co zaobserwowałem, Polska rozwija się bardzo szybko, a takie widoki uliczne znikają w oka mgnieniu. Niektóre budowle są wspaniale odnowione, a inne muszą zostać rozebrane, bo już są nie do odratowania. Wiele zdjęć z mojej kolekcji nie mogłoby zostać powtórzonych, ze względu na to, że te budynki znów wyglądają znakomicie. Dobrym przykładem jest Hala Stulecia we Wrocławiu. Uważam, że to bardzo ważne, żeby udokumentować, jak budowle czy ulice wyglądają w danym momencie, ponieważ można je później traktować jako dowód na rozwój państwa.

Obecnie uczysz się intensywnie do egzaminu państwowego (na poziomie B2) z języka polskiego.  Czy trudno jest nauczyć się naszego języka?

Dla Holendra jest on naprawdę trudny. Gdybym od początku wiedział jak bardzo, prawdopodobnie w ogóle nie zaczynałbym się uczyć . A to że jestem dyslektykiem,  powoduje, że pisanie sprawia mi jeszcze więcej trudności. Należy jednak przyznać, że mam wspaniałą nauczycielkę tu we Wrocławiu. Przerowadzamy 2 lekcje w tygodniu przez Skype’a  i spotykamy się też jak tylko jestem we Wrocławiu. Mam z nią zajęcia od 3 lat i na pewno nie osiągnąłbym takiego poziomu bez jej pomocy. Teraz wiem, że potrzebny jest nauczyciel, który wie, jak uczyć polskiego. Miałem kilka lekcji w Holandii, ale nauczyciel tylko wydrukował nam zestawienie czasowników (łącznie z tymi, których już się prawie nie używa) i kazał nam się ich nauczyć. Jeśli jako nauczyciel dążysz do zredukowania liczebności grup, to taka taktyka naprawdę działa. Skutecznie odstraszasz słuchaczy takimi metodami.

 

Wywiad opublikowano w Biuletynie Polsko-Niderladzkiego Stowarzyszenia Kulturalnego

Wywiad w oryginale po holendersku: Thomas_Cremers_Wrocław werd mijn tweede thuis_Biuletyn

Poleć innym