Śladami Polaków

O Polakach z dalekich Antypodów

Nowa Zelandia…czysta, zielona, spokojna… i kilka tysięcy Polaków zamieszkujących ją na stałe. Jak się tam znaleźli?

Dodaj komentarz

Nowa Zelandia… czysta, zielona, spokojna. Dwie duże wyspy, 14 parków narodowych, tysiące przepięknych krajobrazów, kilka milionów owiec, dookoła Ocean Spokojny. A posród tego wszystkiego kilka tysięcy Polaków mieszkających tu na stałe. Jak się tu znaleźli?

XX wiek przyniósł kilka głównych fal emigracji polskiej do Nowej Zelandii:

Dzieci z Pahiatua. Rok 1944. Ówczesny Rząd nowozelandzki przyjmuje grupę 733 dzieci, osieroconych przez zesłańców syberyjskich z dawnego ZSRR. Dzieci te przypłynęły do nieznanego i jakże odmiennego kraju na statku wojennym i zakwaterowane zostały wraz z opiekunami w specjalnie do tego stworzonym kampusie w miejscowości Pahiatua. Od tamtej pory zwie się je potocznie dziećmi z Pahiatua. Po zakończeniu wojny część z nich wróciła do odnalezionych rodzin, duża jednak ich grupa, nie znajdując krewnych, zaadoptowana została przez rodziny nowozelandzkie i pozostała tu na całe życie. Do grupy emigrantów z tego okresu należą też kombatanci II wojny światowej, którzy z różnych względów i pod wpływem różnych okoliczności, pozostali po wojnie poza granicami Polski. To wlaśnie ci emigranci tworzyli pierwsze wspólnoty polonijne, dając tym sposobem zalążek małej Polski na końcu świata… To oni budowali Domy Polskie i przyczyniali się do powstawania i tworzenia parafii. Ich potomkowie, często nie mówiący już po polsku, również włączają się, choć już w mniejszym stopniu, w propagowanie i kultywowanie polskich tradycji i obyczajów.

Emigracja tzw. Solidarnościowa. Lata 1980-te. Wydarzenia sierpniowe powodują dużą falę emigracji Polaków do wielu krajów Europy i poza nią, w tym także do Nowej Zelandii. Swój emigracyjny los rozpoczynają w obozach uchodźctwa w Europie Zachodniej. Są to najcześciej osoby w wieku produkcyjnym, wykształcone, ustabilizowane rodzinnie, które ze względu na zaistniają w tym czasie w kraju niestabilna sytuację, zdecydowały się, często z dnia na dzień, na życie na emigracji. Była to w większości przypadków emigracja w nieznane… Ta fala Polaków tworzyła w Nowej Zelandii polskie szkoły dla swoich dzieci by utrzymać i pielęgnować język polski, tworzyła zespoły folklorystyczne, kultywowała polskie tradycje.

Nowa Emigracja. Emigrację Polaków ostatnich 2 dekad nazwać można wolną emigracją. Są to najczęściej ludzie młodzi, wykształceni, ze znajomością języka angielskiego, których wybór kraju osiedlenia jest wyborem przemyślanym, którzy przyjeżdżają do Nowej Zelandii badź już z prawem (wizą) pracy, bądź uzyskawszy prawo pobytu w oparciu o jedną z kilku kategorii emigracyjnych, bądź przemieszczając się z innego kraju ich dotychczasowego zamieszkania, (nie Polski). Szybciej aklimatyzują się do nowej rzeczywistości i codzienności, wnosząc w życie polonijne, w zależności od chęci, dużo pozytywnych wartości.

Polaków, czy też osoby o polsko brzmiącym nazwisku, spotkać można niemal w każdym zakątku Nowej Zelandii, rozsiani są na obu wyspach – Południowej i Północnej – najbardziej liczebnie widoczni w ośrodkach w Auckland, Wellington (stolica), Christchurch i Dunedin. To właśnie w tych ośrodkach prężnie działają od lat stowarzyszenia polskie, kultywujące polskie tradycje, kulturę i historię, przyciągające rodaków, którzy trafili do NZ w odmiennych okolicznościach, z odmiennymi motywacjami, inna drogą, z wyboru własnego bądź narzuconego sytuacją lub okolicznościami. Ta odmienność ich dzieli… a co ich łączy?

Może łączy ich tęsknota za krajem, za czerwonymi makami, smakiem śliwki węgierki czy zapachem bzu w maju? Może łączy ich świat odwrócony do góry nogami, gdzie Boże Narodzenie obchodzi się w środku lata, a na nartach jezdzi się w lipcu? Może łączy ich tradycja czekania w Wigilię na pierwszą gwiazdkę, kiedy za oknem słońce, a w ogrodzie kwitną kwiaty, może…

Jakiekolwiek różnice i podobieństwa, jakiekolwiek tęsknoty i zapatrywania, Polonia w Nowej Zelandii to poprostu Polacy mieszkający w pięknym zakątku świata, gdzie najwcześniej wstaje słońce… Tak daleko, a jednak tak blisko…

Poleć innym