Śladami Polaków

Oblicza Polonii: Mieszkańcy Hamtramck – rozmowa z dr Anną Muller

Amerykanie polskiego pochodzenia, polscy imigranci, a nawet para „Polaków z wyboru” – 30 osób opowiedziało historię swojego życia w wyjątkowym projekcie Muzeum Emigracji w Gdyni. Artysta-fotograf Tomek Zerek oraz badaczka, dr Anna Muller, spędzili kilka tygodni w miejscu, które ich zafascynowało. Hamtramck – mała miejscowość w stanie Michigan, wyjątkowa enklawa Polonii stała się pretekstem również do naszej rozmowy z dr Anną Muller.

Dodaj komentarz

Dlaczego wybrali Państwo Hamtramck, co wyróżnia to miasto od wielu innych zamieszkałych przez Polonię np. od Chicago?

Wybraliśmy Hamtramck ponieważ jest fascynująca enklawą Polonii w bardzo dynamicznej, wieloetnicznej społeczności.  Nie bez znaczenia były też  oczywiście kwestie logistyczne – znajduje się w sąsiedztwie University of Michigan-Dearborn, gdzie pracuję i gdzie znam wiele osób badających okoliczne społeczności. Jest to małe miasteczko (2 mile kwadratowe), które jak mówi Greg Kowalski (dyrektor Muzeum Historii Miasta) można niemalże „objąć” i zrozumieć. Miasteczko otoczone jest przez Detroit, w którym jak w soczewce odbija się wiele problemów współczesnej Ameryki (zarówno ekonomicznych jak i politycznych). Przez swoje położenie w sąsiedztwie Detroit, Hamtramck jest bardzo interesujący. Miasto dzieli z Detroit wiele problemów, ale równocześnie z wieloma bolączkami Detroit, Hamtramck zdołał sobie poradzić. Jest to miasteczko, które od swoich początków przyciągało fale emigracji z różnych zakątków świata (ostatnio Bangladesz i Jemen). Imigranci z tych ostatnich fal zasadniczo stabilizują to miejsce i sprawiają, że w porównaniu do Detroit jest to miejsce relatywnie bezpieczne i zamieszkane (bez opuszczonych i zniszczonych domów, które widać jak tylko przekroczy się granicę z Hamtramck do Detroit).

Niestety nie potrafię odpowiedzieć na pytanie jak bardzo Hamtramck różni się od Chicago, bo mało czasu spędziłam w Chicago i nigdy nie prowadziłam tam badań. Nasze wyobrażenie na temat Polonii w Stanach Zjednoczonych zbudowane jest na Chicago. Mam wrażenie, że początki i życie Polonii (i to wiem na podstawie badań w Hamtramck) odbiega jednak od wyobrażenia czym Polonia była.

W 1914 r. bracia Dodge otworzyli w Hamtramck fabrykę aut, powodując duży napływ polskich imigrantów, jaką rolę odegrali Polacy w przemianie tego miasta? Jakie były konsekwencje tego napływu w sensie społecznym, ekonomicznym czy też politycznym?

To bardzo skomplikowane pytanie. Rolę odegrali ogromną, ponieważ poważnie wpłynęli na demograficzną tkankę okolic. Hamtramck było małą osadą zasiedloną głównie przez Niemców, a tu nagle pojawiły się masy osób z Europy Środkowo-Wschodniej, posługujących się językiem polskim z kraju, który teoretycznie nie istniał. Polacy przybywali z całej Polski, ale z tego co widzę z rozmów była to głównie Polska południowa. Przybywali albo do Pensylwanii, gdzie pracowali w kopalni, albo do Detroit, gdzie trafiali do różnych fabryk przemysłu motoryzacyjnego.

Wpływy w sensie społecznym, ekonomicznym, czy politycznym były ogromne, ale bardzo trudno to opisać w kilku zdaniach, zależy na przykład od okresu o którym mówimy. Tad Radziłowski, założyciel Instytutu Piast, wręcz twierdzi, że migracje mogły mieć wpływ na nagły rozwój Detroit. Pojawiali się przedstawiciele różnych mniejszość, które przywoziły ze sobą nowe zwyczaje i zachowania (nowy język, jak i zapachy, np. pieczonej, gotowanej, smażonej, czy kiszonej kapusty); zachowania, które przerażały osiedloną ludność, zmuszając ją do przesiedlania się na przedmieścia Detroit (z centrum).  W pewnym momencie były dziesiątki polskich osiedli (oni to nazywają neighborods) skupionych wokół polskich kościołów (parafii). Do dzisiaj Detroit jest uważane za jedno z najbardziej rozległych miast Ameryki, co wpływa też na skalę problemów, z którymi Detroit zmaga się dzisiaj. Z jeszcze innych ciekawostek, które mówią nam troszeczkę o znaczeniu Hamtramck, można powiedzieć, że było to jedno z niewielu miast w Stanach Zjednoczonych, gdzie segregacja rasowa była prawie nieodczuwalna. Czarni Amerykanie bardzo dobrze się dogadywali z Polakami i było to miejsce wyjątkowe pod względem ilości domów, które należało do przedstawicieli ludności czarnej.

Jakie polskie ślady pozostały do dzisiaj, czy potomkowie polskich imigrantów pielęgnują język polski, kulturę lub tradycje? Czy też ta intensywność polskiej obecności w Hamtramck maleje z pokolenia na pokolenie?

I tak, i nie. Pierwsze pokolenia, które osiedlały się w Hamtramck nie uczyły swoich dzieci języka polskiego. Obawiano się, że mówienie po polsku spowolni asymilację do kultury amerykańskiej, jak i naukę języka. Dopiero chyba pokolenia po drugiej wojnie światowej opowiedziało się za potrzebą utrzymania języka. Każde pokolenie wymyśla swoją polskość na nowo, każde więc pokolenie definiuje swoją polskość inaczej. Okazuje się, że język nie jest tutaj wyznacznikiem polskości. Niestety język często funkcjonuje raczej jako coś co dzieli… tych, którzy przyjechali z Polski i mówią po polsku i tych którzy tym językiem posługują się słabo. Wiele osób z emigracji drugiego i trzeciego pokolenia widzi kultywowanie jakiegoś aspektu kultury polskiej jako sposób na ich bycie Amerykanami. W Ameryce mieszkają, tutaj płacą podatki, chodzą do szkół, z polityką tutejszą się jakoś utożsamiają (albo nie)… kultywowanie kultury polskiej jest raczej ich sposobem na bycie Amerykaninem (bardziej niż Polakiem) i wpisywanie się (oraz interpretowanie) Ameryki jako „melting pot” czy „salad bowl”.

Czy trudno było znaleźć i namówić mieszkańców Hamtramck do udziału w państwa projekcie?

Nie było z tym żadnego problemu. Chyba tylko jedna osoba odmówiła nam rozmowy, był to lokalny biznesmen, który spotkał się z nami, oprowadził nas po swojej restauracji, ale odmówił nam udzielenia wywiadu ze względu na problemy natury emocjonalnej i bardzo osobistej. Był w takim momencie swojego życie, w którym wycieczka w przeszłość wiązała się z dużym wysiłkiem emocjonalnym.

Czy dzieci chętnie włączały się w zaproponowany przez Państwa projekt fotograficzny, w poszukiwanie i dokumentowanie swoich polskich korzeni, historii swojej rodziny?

Na warsztacie fotograficznym było mało dzieci polskich. To nie był warsztat dla dzieci polskich, tylko dla młodzieży Hamtramck. Obecnie Hamtramck jest zamieszkany głównie przez mniejszości z Bangladeszu i Jemenu, taka też młodzież trafiła na warsztat. Był to więc warsztat bardzo wieloetniczny.

Czyli po raz kolejny oblicze Hamtramck zmienia się pod wpływem napływających tu nowych emigrantów, czy z punktu widzenia socjologa, można powiedzieć, że to miasto jest w pewnym sensie taką mikro wersją Europy, odbyciem przemian jakie następują obecnie w świecie kultury zachodniej?

Tego nie wiem, bo takie pytanie wymaga bardzo precyzyjnej odpowiedzi. Poza tym Hamtramck jest miejscem specyficznym. Było to miejsce, które przyciągało i przyciąga emigrantów, raczej biednych, słabo wykształconych, często zdesperowanych w swoich poszukiwaniach miejsca na ziemi. Taka była polska emigracja, z czasem, jak i zmiana ich oczekiwań, awansem społecznym przenieśli się na przedmieścia, do domków jednorodzinnych… spełniał się ich amerykański sen. Na ich miejsce w Hamtramck przyjeżdżały inne społeczności, nie ma już większości fabryk w których pracowali Polacy (przemysł motoryzacyjny znajduje się w dość trudnym momencie), ale nowo przybyli są dosyć prężni, otwierają sklepy, różne biznesu. Z Tomkiem trafialiśmy np. na bengalskie sklepy, gdzie na zapleczu trzymano kury (które kupujący mogą wybrać na obiad), jest to społeczność bardzo zaradna. Hamtramck nadal więc pełni funkcję miasta „stepping stone”, które tworzy jakiejś zaplecze pozwalające różnym grupom i ludziom na awans… Czy mamy takie miejsce w Europie? Nie wiem. Stosunki między kulturowe są tutaj trudne, rzadko dochodzi do dialogu. Jest kilka osób w mieście, które naprawdę starają się ten dialog inicjować… ale zasadniczo różne kultury pozostają w neutralnej izolacji. Mimo to tworzy im się warunki dla rozwoju własnej kultury. Jedną z osób z którymi rozmawialiśmy jest  Beata Chowla, dyrektor szkoły międzynarodowej w Hamtramck. Szkoła znajduje się w budynku, który kiedyś został przekazany imigrantom, żeby mogli się tam uczyć zawodu, żeby szybciej włączyli się w życie miasta. To jest mała miejscowość, więc skala tego gestu powinna być oceniana w tym kontekście. Tak było kiedyś. Współczesny Hamtramck jest jedynym miastem w Stanach Zjednoczonych, gdzie Meczet ma prawo do głośnego nawoływania do modlitwy w ciągu dnia. Meczety stają się takimi przestrzeniami wokół których rozwija się życie ekonomiczne, społeczne, polityczne… I mimo pewnych trudnych momentów, otrzymują zarówno meczety jaki i grupy emigranckie pomoc z miasta.

Na co dzień pracuje Pani jako adiunkt, w nowo utworzonej katedrze Studiów Polskich oraz Polski-Amerykańskich na Uniwersytecie Michigan-Dearborn, co jest jeszcze przedmiotem Pani badań, badań Katedry, poza Hamtramck?

Doktorat napisałam na temat więźniarek politycznych okresu stalinowskiego i tym też zajmuję się na co dzień. W tej chwili kończę książkę na ten temat. Życie w izolacji, potrzeba wymyślania się co dziennie na nowo jest tym, co stanowi główne źródło moich zainteresowań. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się skończyć kurs, który pozwoli mi na nauczanie w lokalnym więzieniu. Jest to taki program, który pozwala na przyprowadzenie grupy studentów do więzienia, gdzie można prowadzić kurs, w którym pół uczestniczą studenci z zewnątrz, i studenci z wewnątrz (więźniowie).

 

Wystawę  „Oblicza Polonii: Mieszkańcy Hamtramck” można oglądać od 12 listopada w Muzeum Historycznym w Hamtramck, a od 5 grudnia w Muzeum Emigracji w Gdyni. Serdecznie zapraszamy!

Fotografia © Tomek Zerek

Szczegółowe informacje: Muzeum Emigracji w GdyniBiblioteka Publiczna w Hamtramck

Poleć innym