Ludzie sztuki

Omar Sangare: najważniejsze to być Polakiem

Od kilku lat wykłada w Williams College. Polski aktor i reżyser Omar Sangare, aby objąć profesurę w należącym do amerykańskiej czołówki kolegium sztuk wyzwolonych, osiedlił się na stałe w USA. „New York Times” po jego występie w „Otellu” napisał, że urodził się, aby zagrać tę rolę. Dawny aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie zapewnia, że najważniejsze jest dla niego bycie Polakiem, bo w ojczyźnie czerpał inspiracje i zdobywał doświadczenie.

Dodaj komentarz

Jest Pan aktorem, reżyserem, poetą, pisarzem, pedagogiem, założycielem festiwalu monodramów. Które z tych zajęć jest Panu najbliższe?

Najważniejsze jest bycie Polakiem. W każdym z tych zajęć mogę zachować część tego, co dała mi ojczyzna w sensie inspiracji i doświadczenia. W Polsce pracowałem z Łomnickim, Zapasiewiczem, Seniuk, Wajdą. Od nich uczyłem się poświęcenia dla sztuki. Pamiętam Peszka, w interpretacji mojej poezji dla Teatru Telewizji. Zachęciło mnie to do dalszego pisania. W amerykańskiej uczelni reżyseruję spektakle w oparciu o polską literaturę, a na festiwal teatralny w Nowym Jorku zapraszam artystów także z Polski. Dzielę się tym, co inspirowało i inspiruje mnie w życiu.

Jak to się stało, że trafił Pan do USA?

W trakcie studiów na warszawskiej Akademii Teatralnej wyjechałem na ponad miesiąc z grupą studentów, aby wziąć udział w spektaklu muzycznym przygotowywanym dla Lincoln Center. Ta pierwsza wizyta w Nowym Jorku była ciekawym doświadczeniem. Nie miałem jednak wtedy świadomości, że wrócę tutaj po więcej. Cztery lata później zagrałem swój monodram na Festiwalu Teatrów Niezależnych. Nagroda dla najlepszego aktora rozbudziła moją zachłanność. Przyjeżdżałem odtąd do Stanów każdego roku; grałem w nowojorskiej inscenizacji „Otella”, prowadziłem warsztaty teatralne, brałem udział w spektaklu poezji z udziałem legendarnej Susan Sontag. Parę lat później dostałem stałą posadę profesora teatru w Williams College, w którym pracuję już od ośmiu lat.

Co dla człowieka który pracuje w materii języka jest największym wyzwaniem w nowym kraju?

Odnalezienie się w środowisku „wieży Babel” nie jest trudne. Paradoksalnie, ludzie świetnie potrafią się tutaj dogadać. W Nowym Jorku można się odnaleźć poprzez symbiozę z wieloma kulturami, językami, przekonaniami. Można tu także odnaleźć sposób na życie w zgodzie z innymi. Z przerażeniem patrzę na konflikty na świecie, w innych miejscach – tam, gdzie ludzie z dwóch kultur nie mogą się porozumieć, popadają w nienawiść i się zwalczają. W dużej ilości kultur Nowego Jorku jest balans i miejsce dla każdego.

Kiedyś „New York Times” napisał, że urodził się Pan po to, aby zagrać Otella? Co uważa Pan za swoje największe osiągnięcie artystyczne w Ameryce?

Rola Otella z pewnością była wytrychem. Zainteresowanie mediów w Ameryce ma siłę sprawczą. Występowałem później w innych produkcjach w Los Angeles i Chicago. Niedawno zagrałem w sztuce napisanej przez Johna Guare’a, dramatopisarza nominowanego do Pulitzera i Oscara. Autor napisał tam rolę specjalnie dla mnie. Prezentowany w Teatrze Atlantic na Manhattanie spektakl „Trzy przypadki wygnania” przyciągnął zainteresowanie amerykańskiej prasy, został sfilmowany i obecnie należy do zbiorów unikatowych przedstawień w Bibliotece Nowego
Jorku. Moja działalność w Ameryce została zauważona przez Departament Stanu, który zlecił przygotowanie serii filmów o mojej pracy artystycznej i akademickiej. Filmy te stanowiły część kampanii informacyjnej przy okazji wizyty prezydenta Baracka Obamy w Polsce.

Niejako pańską wizytówką stał się międzynarodowy festiwal jednego aktora United Solo. Co zainspirowało Pana, żeby zorganizować festiwal monodramów?

Przygoda z własnym monodramem. Po premierze „Recenzenta naprawdę teatralnego” na Scenie Kameralnej Teatru Słowackiego w Krakowie zacząłem podróż po świecie i grałem anglojęzyczną wersję tego spektaklu w USA, Anglii, Niemczech czy Kanadzie. Dzieliłem się tym spektaklem z widzami, ale i zbierałem doświadczenie, występując na międzynarodowych festiwalach. W pewnym momencie byłem gotów do otwarcie własnego festiwalu przy 42 Ulicy na Manhattanie. W tym roku mamy już piątą edycję United Solo i prezentujemy 130 monodramów z
sześciu kontynentów. Jest tu też zaznaczona obecność teatru polskiego. Wśród wielu wykonawców wystąpiła Małgorzata Bogdańska, nagrodzona owacjami na stojąco za sztukę na podstawie tekstów Krystyny Jandy i w reżyserii Marka Koterskiego.

Wykłada Pan na Wydziale Sztuk Teatralnych w Williams College. Czy dostrzega Pan różnicę między kształceniem artystów Polsce i w USA, a także w podejściu młodzieży do teatru?

Broadway dostarcza rozrywki, teatr europejski prowokuje. To oczywiście uogólnienie, ale i wniosek po wielu latach pracy po obu stronach oceanu. Studenci w Stanach doceniają moje podejście do sztuki teatru. Inspirują się tym, czym ja inspirowałem się w Akademii Teatralnej. Niedawno uczyłem gościnnie w Akademii Muzyki i Sztuk Dramatycznych w Londynie i tam z kolei dzieliłem się perspektywą teatru amerykańskiego. W pracy artystycznej staram się otwierać ludzi na nowy, nieznany im wcześniej styl sztuki.

Po tej stronie oceanu pracuje Pan w środowisku amerykańskim. Czy utrzymuje Pan także kontakty profesjonalne z Polską i z Polonią?

Wspólnie z konsulatem polskim w Nowym Jorku dbamy, aby każdego roku wybrać polski spektakl dla United Solo. Pani konsul Ewa Juńczyk-Ziomecka ze swoim zespołem pomaga nam w promowaniu obecności Polaków na festiwalu. Ostatnio miałem okazję podzielić się naszymi festiwalowymi sukcesami z prezydentem Bronisławem Komorowskim podczas jego wizyty w Nowym Jorku. Mój kontakt z ojczyzną jest stały. Odwiedzam Polskę regularnie. Dwa lata temu otworzyliśmy europejską edycję United Solo wspólnie z warszawskim Teatrem Syrena. Wracam też czasem w rodzinne strony. Z dużą satysfakcją przyjąłem tytuł Ambasadora Stalowej Woli. Niedawno zostałem zaproszony do jury Festiwalu Filmowego w Gdyni i miałem okazję do spotkania przyjaciół ze środowiska artystycznego. Dyrektorzy Michał Oleszczyk i Leszek Kopeć kierują gdyńskim festiwalem na światowym poziomie, a wybór filmów do konkursu festiwalowego udowodnił bogatą różnorodność stylu i siłę młodego pokolenia. Raz jeszcze Polska stała się dla mnie inspiracją. W następnym roku będę reżyserował w Williamstheatre przedstawienie dyplomowe z udziałem międzynarodowej grupy artystów. Aktorzy z Williams zagrają w produkcji stworzonej przez zespół twórców z Polski odpowiedzialnych za scenografię, ze Stanów – za muzykę, z niemieckiego Teatru Tańca Piny Bausch za przygotowanie choreografii. Anglojęzyczna wersja polskiej sztuki Gombrowicza „Iwona, księżniczka Burgunda” połączy międzynarodowe inspiracje i aspiracje.

 

W Nowym Jorku rozmawiał Andrzej Dobrowolski /Polska Agencja Prasowa

Fotografia © Julia Kwinto

Poleć innym