Sztuki wizualne

„Podstawą udanego festiwalu są nie tylko prezentowane na nim prace…” – rozmowa z Mário Caeiro

Siódma edycja festiwalu Bella Skyway to przede wszystkim hołd dla niezwykłej ludzkiej wrażliwości na wszelkie aspekty życia. Po raz kolejny jego uczestnicy mieli okazję obserwować nowe trendy w sztuce współczesnej, a także odkrywać związki między sztuką i nauką dzięki najnowszym technologiom, które wznoszą sztukę audiowizualną na zupełnie inny poziom.

Mário Jorge da Câmara de Melo Caeiro, dyrektor artystyczny festiwalu Bella Skyway opowiada nam o kulisach powstawania festiwalu, współpracy z polskimi artystami i swoich planach artystycznych.

Dodaj komentarz

W 2015 roku – Międzynarodowym Roku Światła – artyści biorący udział w festiwalu Bella Skyway oraz ich instalacje zabrały nas w podróż dookoła naturalnego spektrum, od jego wymiaru mikro po wymiar makro. Na czym dokładnie to polegało?

Wykorzystanie sztuki do celebrowania miasta musi opierać się na nieustannym pobudzaniu kreatywności. Dobre pomysły zachęcają do działania! Ważne jest też to, żeby miasto nie było jednorodne. W Toruniu istotny jest dodatkowo określony kontekst – sztuka gotycka, imponująca architektura, Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika oraz niewielka, ale tętniąca życiem społeczność artystyczna. Kluczowe jest zatem pobudzenie różnych środowisk, które są żywo zainteresowane kreatywnym rozwojem tożsamości Torunia. Toruń jest niewielkim miastem o wielkich ideach, a temat przewodni tegorocznego festiwalu – MikroCUDA, MAKROskarby – przypomina nam o podejściu do tematu skali. W ten sposób można także powiedzieć, że „jesteśmy tutaj; jesteśmy ludźmi; zawsze jest jednak coś o wiele większego i coś o wiele mniejszego od nas”. Formuła festiwalu została pomyślana tak, aby zaangażować dzieci w różnym wieku. Chodzi o rzeczy jak najbardziej uniwersalne, za którymi kryją się określone koncepcje naukowe.

Czy możesz opowiedzieć nam o tym nieco więcej?

Festiwale tego typu nabierają specyficznego charakteru. Muszą przede wszystkim sprawić, żeby ludzie coś poczuli, a po powrocie do domu zaczęli się nad tym zastanawiać. Nie może to być naukowy wykład na temat teorii kwantowej, ale coś, co sprawia, że ludzie tą teorią się zainteresują. Może gdy rodzic lub nauczyciel zobaczy taki pokaz na ulicy, będzie miał więcej do powiedzenia w domu i lepiej wyjaśni pewne kwestie podczas lekcji. Festiwal to celebracja pomysłów, a artyści są przewodnikami we wspólnym odkrywaniu świata.

Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że sztuka zmienia nasze myślenie, nasze odczucia i nasze podejście do życia. Niekoniecznie w konkretnym miejscu, ponieważ obcowanie ze sztuką jest często jak zasiewanie ziarna. Jestem przekonany, że po siedmiu latach trwania festiwalu Bella Skyway miasto nie jest już takie samo. Dużo rzeczy się zmieniło. Jedne pomysły zostały zrealizowane, a inne odeszły w niepamięć. Na przykład podczas ostatniej edycji odkryłem nowe centrum sztuki i klub taneczny Skajłej. To niby nic takiego, ale dowodzi, że pomysł jest rzeczywiście jak posiane ziarno. Jeśli jest dobry i inspirujący, wyrasta z niego piękna roślina… W tym przypadku urosła na gruncie zaangażowania społeczności artystycznej.

Czyli widzisz różnicę pomiędzy dniem dzisiejszym, a początkami swojej działalności w Toruniu w 2009 roku? 

Na początku pracowałem na rzecz tego, aby Toruń został wybrany Stolicą Kultury 2016. Nie udało się, ale nasze wysiłki przerodziły się w dwa niezależne pomysły. Jednym z nich był festiwal związany ze światłem. To był bardzo określony, fajny pomysł na oświetlenie miasta, w szczególności toruńskiej Starówki, która jest nieco ciemna i sprawia wrażenie starej i „ciężkiej”. Toruń jest dla mnie jak starsza kobieta – poważna i szacowna dama, którą należy szanować. (śmiech)

Pomyśleliśmy wtedy, co można tu zrobić? Nie chcieliśmy „zakładać naszej starszej damie śmiesznych klipsów”, ale wejść z nią w poważny dialog i stworzyć miejsca, które pokażą nowe pokolenie pomysłów, koncepcji i działań. W Toruniu działa obecnie mnóstwo nowych firm i jestem przekonany, że jest to związane z dynamicznym, zupełnie nowym podejściem do promocji miasta i wpompowania w nie świeżej krwi. W ubiegłym roku festiwal Skyway otrzymał certyfikat Najlepszego Produktu Turystycznego. (wyróżnienie przyznane przez Polską Organizację Turystyczną – przyp. red.)

Takie nagrody wspomagają nie tylko to, co udało nam się zrobić w poprzednich latach, ponieważ wiele z ówczesnych działań nie jest obecnie widocznych. Dzięki nim lokalni artyści z Torunia podróżują dużo więcej niż kiedyś. Prezentują Toruń i Polskę zagranicą i sprowadzają tu artystów z innych zakątków świata, ponieważ kultura to związki między ludźmi, dzielenie się kreatywnością, a nie tylko pracami. Artyści powinni się ze sobą spotykać i wymieniać pomysłami. Dlatego bardzo się cieszę, że artyści z Torunia pracują obecnie na przykład w Lublanie, Tallinie czy Lizbonie.

W każdym razie, podstawą udanego festiwalu są nie tylko prezentowane na nim prace. Chodzi także o stworzenie określonej atmosfery i warunków do przedstawienia ludziom zaangażowanym w swoją działalność zupełnie nowych pomysłów. Oczywiście wymaga to czasu… Na przykład w tym roku po raz pierwszy zauważyłem, że coraz więcej osób próbuje jedzenia sprzedawanego na ulicy. To właśnie taka mała-duża zmiana, o której mówiłem.

Czy łatwo jest sprowadzić artystów do Polski, na festiwal Skyway?

Nie, nie jest łatwo. Przede wszystkim ze względu na wysokie koszty. Z drugiej strony, sztuka publiczna związana jest z konkretnym miejscem. Nie można po prostu wziąć obrazu i pojechać z nim tu czy tam. Trzeba wcześniej współpracować z artystami, przygotować kontrakty, zająć się logistyką i transportem, zdobyć niezbędne pozwolenia, zadbać o bezpieczeństwo, zagwarantować ochronę zabytków… Sztuka publiczna jest bardzo trudna i wymaga pamiętania o mnóstwie najdrobniejszych szczegółów. W Toruniu się to udaje, ponieważ jego centrum nie jest zbyt duże i w czasie spaceru można zobaczyć nie tylko dzieła sztuki, ale także samo miasto. To niezwykle piękny i jednocześnie ekscytujący kontekst, co bardzo pomaga w zapraszaniu artystów. Z radością stają się częścią tej społeczności. Toruń to miasto, o którym się mówi, dzięki czemu rok po roku przyciąga ono, jak i sam festiwal, coraz więcej odwiedzających.

Czego możemy się spodziewać w przyszłym roku?

Nie wiem jeszcze, co wydarzy się w przyszłości. Nikt tego nie wie. Fundamenty pod festiwal zostały położone, a teraz trzeba podtrzymać jego ducha. Uważam jednak, że żeby festiwal był coraz lepszy, pomysł na jego organizację i program musi się nieustannie odradzać. Trzeba cały czas się nim zajmować, monitorować wyniki i przewidywać zagrożenia, takie jak to, że festiwal mógłby stać się na przykład globalnym spektaklem, a nie prezentacją sztuki specyficznej dla danego miejsca. Mam nadzieję, że w przyszłym roku tożsamość Torunia, jego charakter oraz marzenia, które to miasto może mieć, zostanie przedstawiona w bardzo subtelny, a jednocześnie imponujący sposób.

A Twoje własne projekty, czym zajmujesz się między kolejnymi edycjami Bella Skyway?

Zawsze realizuję projekty, które są związane z miejskim krajobrazem i tkanką miasta. Interesuje mnie to, w jaki sposób sztuka może stać się bardziej integralną częścią rozwoju człowieka w środowisku, w którym żyje. Mój następny projekt nazywa się LuxMatrix. Jego pierwsza edycja miała miejsce w Tallinie. Projekt dotyczy chrześcijańskiej matrycy w niektórych miastach i/lub regionach w Europie (wkrótce także na innych kontynentach). W jednej z najstarszych zamieszkanych części tallińskiej Starówki, w której centrum stoi prawdopodobnie najstarszy kościół dominikański na północy, stworzyliśmy nowy festiwal, łącząc pomysły z festiwalu Skyway, takie jak światło i bardzo ścisły związek między dziełem sztuki, pomysłem i przestrzenią, z delikatnością i najwyższą dbałością o miejsce. Pracuję nad nowym wymiarem eksperymentów prowadzonych w Toruniu, który w międzyczasie przyciąga tysiące odwiedzających, żeby być bardzie konkretnym i działać na bardzo niewielką skalę. Producent Indrek Leht i ja nazwaliśmy to butikowym festiwalem światła. To główne założenie festiwalu, przedstawione podczas prestiżowej imprezy Noc Designu w Tallinie. Ważne jest, żeby zamiast wielkich festiwali takie miasta jak Tallinn – ze swoim niewielkim, ale charyzmatycznym centrum, które mieszkańcy miasta nazywają Dzielnicą Łacińską – oferowały także ten nowy sposób odkrywania jego dziedzictwa. Podczas festiwalu butikowego można przejść zaproponowaną przez organizatorów trasę w niewielkiej grupie, tylko z przyjaciółmi czy rodziną, czyli w niezwykle kameralnej atmosferze.

 

Fotografia © Anna Karahan

Poleć innym