Polacy za granicą

Polacy na Islandii – nowoczesny wizerunek Polski w świecie

O tym jak Polacy postrzegani są na świecie i o Polakach na Islandii, którzy stanowią największą, ale i zarazem najbardziej widoczną mniejszość narodową na Islandii oraz organizowanych przez nich projektach pokazujących Polskę w sposób atrakcyjny i nowoczesny – z Miłoszem Hodunem – współtwórcą islandzkiego Projektu: Polska – rozmawia Mariusz Soltanifar.

Dodaj komentarz

Kto lub co jest Twoim zdaniem wizytówką Polski w świecie?

Kto bądź co? Wiesz, to trudne pytanie, zwłaszcza że tworząc naszą organizację, chcielibyśmy unikać takich sztampowych wizytówek. Wolelibyśmy raczej używać jako wizytówek, jakiejś młodej polskiej kultury, młodych zespołów czy młodych twórców. Ale jeżeli pytasz tak globalnie, kto lub co? – to ciągle Wałęsa. Dla mnie to wciąż Roman Polański. Jego nazwisko nadal otwiera wiele drzwi, ludzie go kojarzą. Na Islandii zdecydowanie tak jest.

A może jakieś produkty, miasta, przedmioty, instytucje czy organizacje?

Zdecydowanie Kraków! Wszędzie, a na Islandii to już zwłaszcza. Myślę, że Warszawa też coraz bardziej może ubiegać się o to miano. Produkty? To chyba cały czas – wódka, z tym się dobrze kojarzy, w szczególności żubrówka. Na Islandii to bez wątpienia Prince polo. Może w ogóle to polska żywność. Polska tradycja jako taka, jesteśmy bardzo tradycyjni, rodzinni i myślę, że to też można promować, takie domowe ciepło.

Dużo podróżujesz. Spotykasz na swojej drodze wielu obcokrajowców, którym chcesz pokazać Polskę. Do jakiej strony internetowej możesz odesłać obcokrajowca, z którym rozmawiasz, tak aby zaprezentować mu Polskę?

Wiesz co, chyba nigdy nikogo nie odsyłałem do żadnej strony, zupełnie szczerze. Jeżeli odsyłałem ludzi to do stron konkretnych wydarzeń, czy festiwali. Strona, która mi się bardzo dobrze kojarzy z promocją Polski, to jest strona dla dzieci Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego www.kula.gov.pl . Jedyna strona, którą kojarzę i tak świetnie promuję Polskę. Jest wersja angielska, chińska, więc to jest bardzo fajne. A poza tym nic nikomu nie polecałem żadnej strony, bo nikt się o to mnie pytał.

Zastanawiam się, czy według Ciebie powinno istnieć takie globalne kompendium wiedzy o Polsce, które próbuje tworzyć nasz portal. Informacje o kulturze, nauce, biznesie, turystyce itd. Czy Ty nie widzisz takiej potrzeby?

Fajnie, że mnie o to pytasz, patrzę na to z innej perspektywy. Podoba mi się wasza strona, jest fajnie zrobiona graficznie, to jest świetne, że przyciąga. Zastanawiam się, jednak czy ja komukolwiek, kiedykolwiek poleciłbym tę stronę? Myślę, że byłyby takie sytuację. Chociaż wydaje mi się, że osoba, która byłaby zainteresowana kulturą, nie jest zbytnio zainteresowana biznesem. Może to jest jakaś wskazówka. Ja osobiście mało zajmuję się biznesem, to mnie nie kręci, to mnie nie interesuje. Mnie raczej interesowały by strony, które będą po angielsku i będą mówiły o Polsce, pod względem kulturalny, kulturowym i turystycznym. Jeżeli była taka strona, zrobiona po angielsku, działająca dynamicznie, stworzona pod młodego odbiorcę, to jak najbardziej, byłaby to jakaś wartość dodana, którą można byłoby polecać ludziom na całym świecie, nie tylko w Islandii.

Podjąłeś decyzję, żeby żyć na stałe na Islandii?

Tak, nie wiem czy to decyzja życiowa. Zobaczymy w przyszłym roku, który jest kluczowy, bo wtedy kończę doktorat i będzie trzeba szukać pracy. Jeżeli będzie praca na Islandii, to zdecydowanie Islandia, a jeżeli nie – to nie.

Uważasz, że dobrego doktoratu nie można zrobić w Polsce?

Zdecydowanie tak nie uważam! Chociaż myślę, że w naukach społecznych, czy też na wydziale prawa, które mnie interesują, często – choć nie zawsze – doktoraty to są takie przedłużone prace magisterskie, które tak naprawdę niewiele wnoszą. Nie ma tam tak naprawdę nowej myśli. Sądzę, że to nie tylko w Polsce, we Francji też tak się dzieje, myślę że podobnie jest w całej Europie Środkowo-Wschodniej, czy też na południu. Doktorat w naukach humanistycznych to przedłużona magisterka. A to co mi się podoba na Islandii, to jest raczej model amerykański. Panuje ogromny nacisk na innowacje, ciągle ktoś się Ciebie pyta: Czy w tym jest coś nowego? Co wnosisz do nauki swoim doktoratem? Myślę, że w Polsce niewielu doktorantów słyszy to pytanie od swoich promotorów. Widzę to podczas konferencji, gdy są doktoranci z całej Europy, często doktoranci ze Stanów i doktoranci ze Skandynawii pytają ich o ten aspekt nowości – co w Twoim doktoracie jest nowego, poza tym, że jest to gruba książka? Ludzie przygotowują grube kompendium z kilku książek i potem się dziwią się, że pada takie pytanie, bo ich promotor takiego pytania nigdy nie zadawał.

Osoby, które zaangażowane są w Projekt: Polska, podkreślają, że nie znalazły swojej szansy w Polsce i opuścili kraj dla dobrego, spokojnego życia. Myślisz, że nie jest ono możliwe w Polsce?

Myślę, zdecydowanie, że jest ono możliwe w Polsce. Ja uwielbiam być w naszym kraju i wyobrażam sobie siebie mieszkającego na codzień w Polsce. To nie jest tak, że można mieszkać tylko za granicą. Polska to jest fajny kraj, jest w świetnym momencie rozwoju, dużo się tu dzieje. Duże miasta kwitną, Warszawa, moim zdaniem, jest jednym z najbardziej dynamicznych dużych miast w Europie, w którym ciągle coś się dzieje. Ja jeszcze trochę czasu chcę spędzić za granicą, chcę jak najwięcej chłonąć zagranicy, jak najwięcej się uczyć, porównywać i potem, z tym całym bagażem doświadczeniem i wiedzy, wrócę do Polski. To nie będzie żaden problem.

Islandia przyciąga bardzo. I nie mówię tylko o pracownikach, którzy przyjechali tam tylko dla pieniędzy. Poza nimi Islandia przyciąga bardzo specyficzny rodzaj człowieka, także Polaka. Tu przyjeżdżają ludzie, którzy cenią sobie spokój, cenią sobie życie tak naprawdę w wielkiej wsi. Jest miasto, jest wszystko czego trzeba, dużo kultury, ale jest też atmosfera prowincji, spokoju, ciszy. Ale równocześnie jest to taka atmosfera, że nie ma firanek w oknach, ale nikt ci do domu nie zagląda. Każdy może być kim chce, może ubierać się jak chce, robić co chce, nikogo to nie interesuje, nie ma tam agresji. Islandia przyciąga indywidualistów, ludzi twórczych, którzy nie mogli odnaleźć się w Polsce. U nas jednak ludzie ciągle jeszcze cię krytykują, patrzą krzywo, komentują na ulicy, a Islandia jest takim azylem gdzie można poczuć się wolnym.

Przez pryzmat waszych działań Islandczycy będą oceniać Polaków imigrantów jako całość. To ogromne wyzwanie?

Zdecydowanie się z tym zgadzam. Każde zainteresowanie mediów mnie cieszy, jeżeli ktoś o nas pisze albo kiedy możemy się wypowiedzieć, z tego jednego jedynego powodu, że po takiej chwilowej burzy odzywają się nowi partnerzy czy to z Polski, czy to z Islandii i pojawiają się propozycje robienia nowych projektów. To prawda, że przez chwile był szum medialny i  może wyglądało to, jak parcie na szkło, ale to była taka niesamowita akcja, w której zdobywaliśmy nowe kontakty, nowe pomysł. Ruszymy z nimi dopiero po wakacjach, bo teraz zaczyna się okres ogórkowy i każdy jest w rozjazdach, więc się niewiele dzieje. Mam jednak wrażenie, że dzięki temu, że wychodzimy z takim świeższym produktem, skierowanym do wszystkich ludzi, którzy mieszkają na Islandii, nie tylko Polaków, i że działamy nie tylko po angielsku, ale też i po islandzku, jesteśmy rozumiani przez innych, nie zamykamy się w sobie, nie tworzymy tylko strony po polsku. Jest to strona informacyjna w całości nastawiona na promocję Polski i Polaków, wśród nie-Polaków. Zdecydowanie odczuwam fakt, że kreujemy powolutku, małymi kroczkami jakiś nowy wizerunek Polaków na Islandii.

Jak te dobre praktyki mogą przenosić na swoje lokalne grunty, inne grupy Polaków żyjące poza granicami kraju? Czego możemy się od was nauczyć?

Nasze nastawienie było na początku takie, i już kiedyś o tym mówiłem, że nie chcemy być organizacją bigosową, czyli taką, która pokazuje Islandczykom, czy ludziom mieszkającym na Islandii, to, co należy pokazać, taki zestaw obowiązkowy Polaka. Chciałbym wyjść poza ten schemat. To jest to, o czym rozmawialiśmy na samym początku – kto z Polski jest fajny? I tak się od razu kojarzy, że Wałęsa. Ale moim zdaniem zupełnie tak nie jest. Jeżeli będzie na przykład przegląd filmów polskich i wprowadzimy „Katyń”, bo Wajda go nakręcił i film dokumentalny o Wałęsie, to nikt na to nie przyjdzie. Oczywiście, jak pokaz będzie za darmo, to publiczność przyjdzie, ale nie o to nam chodzi. Uważam, że warto pokazać, co się dzieje w Polsce, to co jest inspirującego, nowego, świeżego w polskiej kulturze. Jestem pewnien, że jeżeli coś chwyciło w Polsce wśród kreatywnej młodzieży, to pewnie na Islandii będzie tak samo. Możemy pokazać im, że w Polsce też robi się fajne, kreatywne rzeczy. Na Islandii szeroka publiczność tego nie odbierze Katynia czy kolejnego filmu o wojnie, tak jak my to odbieramy. Myślę, że zamiast na siłę pokazywać coś, co ludzie powinni zobaczyć, powinniśmy promować nowe, świeże – to co może ludzi zainteresować. Ludzie powinny przychodzić na nasze wydarzenia, bo wiedzą że jest to dobry film, ciekawy koncert, a przy okazji, że to jest polskie.

Dobrze rozumiem, że za dużo religii, za dużo polityki, za dużo martyrologii w współczesnym obrazie Polonii?

Myślę, że tak. Na Islandii nie ma takich organizacji martyrologiczno-bigosowo-cepeliowych, nie mamy takiego punktu odniesienia, ale kiedy przeglądam strony organizacji polonijnych w Stanach Zjednoczonych, to się boję (śmiech). Fajnie, że Polacy się organizują, jeżeli mają ochotę się spotykać i jeść kiełbasę, tańczyć krakowiaka. To  jest po prostu super, to znaczy, że jest taka potrzeba i brawa za wysiłek organizacyjny. Ale myślę, że jest ograniczony sens wychodzenia z tym na zewnątrz, żeby pokazywać w ten sposób Polskę, taka forma może sprawiać u obcokrajowców wrażenie, że Polska jest skansenem, a tak przecież nie jest!

Czy chcecie przez swój projekt integrować wszystkich Polaków mieszkających na Islandii? Czy nastawiacie się wyłącznie na młodych ludzi pełnych pomysłów, mających głowy pełne inicjatyw i chęci do działania?

Powiem ci, jak ja to widzę. Nie wiem czy podzielają to zdanie wszyscy członkowie stowarzyszenia, ale myślę, że większość z nich tak. Jesteśmy organizacją nastawioną przede wszystkim na promocję Polski i pokazywanie fajnego wizerunku Polaków innym mieszkańcom Islandii, nie-Polakom. Czyli jakby ten walor integracyjny zrobienia czegoś dla Polaków na Islandii jest, zdecydowanie jest, o nim mówimy i o nim piszemy. Ale myślę, że on nie jest najważniejszy. On jest ważny, ale nie jest pierwszoplanowy. Zdecydowanie chcielibyśmy robić te rzeczy, ale też nie oszukujmy się, jesteśmy małą organizacją, która robi wszystko własnym sumptem. Dostaliśmy tak naprawdę dwa granty, jeden na projekt edukacyjny, drugi na projekt promocyjny, całą resztę robimy własnymi środkami. Bardzo chcielibyśmy to robić, informować o innych wydarzeniach, jeżeli są inne organizacje polonijne to my z chęcią chcemy pomagać, brać w tym udział, chcemy promować wszystko to, co oni robią, bo to jest wszystko ważne. Wierzę, że są na Islandii tacy Polacy, którzy są zainteresowani robieniem rzeczy dla Polonii i integracji. Bardzo chciałbym z tymi Polakami współpracować i pomagać im w tym, co robią. Ale równocześńie zostawić im inicjatywy na tym polu, bo my mamy więcej inicjatyw i chęci na robienie czegoś w innych obszarach. Mogę przytoczyć jeden przykład, który udało się nam zrealizować i zrobić tym samym coś dla Polaków, którzy nie uczestniczą w życiu kulturalnym ze względu na język, czy ograniczone środki. Kiedy była noc muzeów w Rejkiawiku, zadzwoniliśmy do Muzeum Narodowego wiedząc, że jest tam pani przewodnik, która jest Polką i oprowadza grupy po polsku. Zapytaliśmy, czy skoro ta pani i tak będzie tam pracowała w Noc Muzeów, to czy udałoby się urządzić jedną wycieczkę dla Polaków. Okazało się, że tak – da się, że to nie jest dla nich żaden problem. Na tę wycieczke przyszło ponad 50 osób, dyrekcja była w szoku, bo na żadną atrakcję, z tych które tej nocy przygotowali, nie przyszło tak dużo chętnych. Taki mały przykład, że wystarczy jeden telefon i da się cos zrobić.

Dzień Praw Człowieka,  w którym udział wziął burmistrz Rejkiawiku albo Dzień Przeciw Rasizmowi to tylko niektóre z inicjatyw, zrealizowanych przez Was. Co przygotowaliście na nadchodzące miesiące?

Tak jak mówiłem, najbliższe miesiące to sezon ogórkowy.

Ale co planujecie po sezonie ogórkowym, bo na warsztaty kiszenia ogórków też Islandczycy chętnie przychodzą.

Warsztaty kiszenia ogórków! Tak, ja też się nie mogę doczekać, mamy nawet mały ogródek. Staraliśmy się tak kolektywnie stworzyć ogródek, jeden z naszych członków jest zapalonym działkowiczem i mam nadzieję, że będziemy mieli tam własne ogórki, które razem podczas warsztatów nauczymy się kisić. To na czym się teraz skupiamy to strona internetowa. Chcemy stworzyć trójjęzyczną stronę Stowarzyszenia Projekt Polska na Islandii, wielu członków się tym teraz zajmuje. W momencie kiedy będziemy mieli tę stronę, ulotki, materiały promocyjne i wizytówki, to wyruszymy w taki tour dookoła Islandii. Będziemy informowali o Stowarzyszeniu, w wioskach czy na fiordach, w których mieszkają Polacy. Będziemy wsłuchiwać się w głos Polaków, czy Islandczyków mieszkających w otoczeniu Polaków. Będziemy patrzyli jak to wygląda w mniejszych ośrodkach. Dostaliśmy tez mikrogrant na krótkie lekcje języka polskiego podczas wydarzeń kulturowych. Rozmawiamy o wielu projektach kulturalnych z partnerami w Polsce, ale jest jeszcze za wcześnie, by o tym rozmawiać. Wiem, że w październiku będziemy mieli bardzo ważnych i znanych gości na Islandii.

Powodzenia we wszelkich inicjatywach. Serdecznie dziękuję Ci za poświęcony czas i rozmowę.

Dziękuję. Również pozdrawiam.

Poleć innym