Teatr

Teatr bawi, uczy, wychowuje

Międzynarodowy Dzień Teatru ustanowiono w czerwcu 1961 r. podczas IX światowego kongresu Międzynarodowego Instytutu Teatralnego w Helsinkach, który działał pod auspicjami UNESCO. Dzień obchodów ustalono na 27 marca, w rocznicę otwarcia Teatru Narodów w Paryżu. Od tego czasu Dzień Teatru obchodzony jest każdego roku, przez ponad sto narodowych ośrodków teatralnych na całym świecie.

Dodaj komentarz

Czym dla przeciętnego człowieka i dla aktora jest teatr? Czy jest aż tak ważny, że trzeba o nim mówić w tym samym dniu na całym świecie? Z Kingą Modjeską, dyrektorką Sceny Polonia w Chicago, rozmawia Katarzyna Murawska.

 

Proszę przedstawić się naszym czytelnikom.

Jestem absolwentką Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Studiowałam m.in. z Anną Dereszowską, Karoliną Gruszką, Małgorzatą Sochą i Marcinem Bosakiem. To ciekawe osobowości i bardzo znani obecnie aktorzy. Moja przygoda z aktorstwem zaczęła się jednak dużo wcześniej niż studiowanie w szkole teatralnej. Najpierw były amatorskie kółka teatralne, konkursy recytatorskie i zawodowy teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Tam, jako nastolatka, stawiałam swoje pierwsze kroki pod okiem znanego reżysera Jacka Medweckiego, w musicalu ,,Pinokio”.

Po ukończeniu studiów przyjechałam do Chicago. Mam tutaj rodzinę, więc decyzja o pozostaniu na stałe była poniekąd zdeterminowana faktem, iż moi najbliżsi wybrali ten kraj jako miejsce zamieszkania. Postanowiłam dać sobie szansę. Chciałam tutaj, w Chicago, działać i tworzyć.

Teatr na emigracji to trudny wybór.

Zapewne tak, ale moim priorytetem jednak była i jest praca w wyuczonym zawodzie, chęć dzielenia się pasją z innymi, a nie przymusowa zmiana profesji ze względu na barierę językową bądź akcent. Zaczęłam uczyć aktorstwa, komunikacji i improwizacji w amerykańskich szkołach, m.in. w John Robert Powers czy KCC Success. Uczyłam dzieci, młodzież i dorosłych. Systemy pracy w tych szkołach były podobne. Co kilka miesięcy prowadziłam nowe klasy. Każda klasa liczyła od 10 do 25 studentów. Było to interesujące doświadczenie. Ucząc innych, sama wiele się nauczyłam. W tym samym czasie grałam również w amerykańskich teatrach Dream Theatre Company i Trap Door Theatre. Z tym ostatnim współpracuję do dziś.

W którym momencie dojrzała w Pani myśl o założeniu własnego studia?

Studio Teatralne Modjeska założyłam cztery lata temu. Dużo w nim improwizacji, zabawy, ćwiczeń, poznawania siebie i innych poprzez teatr. Wszystko to pod hasłem „teatr bawi, uczy, wychowuje”. Uważam, że każde dziecko to niezapisana karta, dlatego stawiam na indywidualność. Grupy, w których pracujemy, są kameralne. Podsumowaniem tych naszych teatralnych spotkań jest spektakl końcowy, w którym rodzice mogą zobaczyć swoje pociechy na scenie, a dzieci występując – pokonywać własne lęki czy nieśmiałość. Jednak dla mnie samej o wiele ważniejszy jest proces nauczania, to jak dziecko rozwija się, jak pracuje w grupie, zawiera przyjaźnie, jakich nabiera doświadczeń. Zawsze powtarzam, że nie wychowuję aktorów. Prowadzę zajęcia ogólnorozwojowe. Jeśli zdarzy się, że pojawi się prawdziwy talent, to absolutnie wskażę mu właściwą drogę rozwoju.

Jakie dzieci uczestniczą w Pani zajęciach?

Wspaniałe! Każde dziecko, każdy nastolatek czy dorosły już aktor jest dla mnie bardzo ważny, ale spektakularną karierę wróżę Blake’owi Buczkiewiczowi, który choć ma dopiero 8 lat, resume ma bardziej rozbudowane niż ja. W 2012 r. zagrał w dużej produkcji u boku Matta Damona, Gwyneth Paltrow i Kate Winslet. Mam nadzieję, że to prawdziwy talent.

Kolejnym krokiem było założenie teatru Scena Polonia?

Kiedyś, na spotkaniu w Akademii w Warszawie, Jeremy Irons przytoczył nam, studentom, przepiękną anegdotę o mistrzu i uczniach, którzy pomimo usilnych starań mistrza, nie chcieli podejść do krawędzi. Uczniowie bali się, że podchodząc zbyt blisko, spadną w przepaść. Po długich namowach jednak podeszli nieco bliżej, a wtedy mistrz ich pchnął…, a oni wzbili się w niebo i polecieli. Nie boję się przepaści czy krawędzi i nie ograniczam strachem. Lubię działać i realizować swoje marzenia. Scena Polonia jest takim zrealizowanym właśnie marzeniem. Kiedyś zwierzyłam się z tego marzenia Krzysztofowi Arsenowiczowi, który też jest aktorem. Krzysztof, pełen entuzjazmu, powiedział: „to spróbujmy”. Spróbowaliśmy.

Inauguracja Sceny odbyła się w Copernicus Center 29 stycznia 2012 r. spektaklem ,,Ławeczka” Aleksandra Gelmana. Wyreżyserowałam ten spektakl i zagrałam w nim wspólnie z Krzysztofem. Temat nośny i bliski nam wszystkim. Oto spotyka się dwoje ludzi poranionych i doświadczonych przez życie. On szuka przygody na jedną noc, ona miłości na całe życie. On dość szybko i nazbyt nachalnie próbuje wprosić się do niej na noc. Ona pragnie życiowej stabilizacji. On wciąż ją okłamuje. Ona nieustannie mu przebacza. On do samego końca nie mówi ani słowa prawdy o swoim życiu i sobie samym. Ona dąży do ubarwienia swojej szarej egzystencji. Co więcej, okazuje się, że już kiedyś się spotkali, a jedynym milczącym świadkiem tych „parkowych zalotów” jest tytułowa ławeczka. Dwoje ludzi, którzy niby to przypadkowo spotykają się, szukając kogoś, kto ich wysłucha, zrozumie i być może da odrobinę ciepła i bliskości. Nieważne czy na całe życie, czy tylko na jedną jedyną noc. Bo liczy się przecież tu i teraz. „Ławeczka” to spektakl intymny, ale i niezwykle życiowy. To opowieść o ogromnej potrzebie miłości, a jednocześnie obawie przed wzięciem odpowiedzialności za drugą osobę, o potrzebie stabilizacji. To opowieść o ludziach szarych, przeciętnych, z ulicy. O ludziach, którzy oszukując się i kłamiąc, równocześnie mówią coś niezwykle ważnego i prawdziwego. Gra pozorów i nieprzerwana walka płci sprowadza się bowiem do uczucia, które uchroni przed samotnością, zjednoczy i sprawi, że świat nabierze kolorów. Jakie to bliskie naszemu środowisku emigrantów, a jednocześnie jakie uniwersalne!

Kolejnym projektem była płyta CD ,,Bajkowa klasyka” z najbardziej znanymi wierszami Jana Brzechwy i Juliana Tuwima, którą świetnie muzycznie zilustrował Mieczysław Wolny.

A potem był spektakl muzyczny „Pinokio”, czyli znana wszystkim historia pajacyka wystruganego z kawałka drewna. Na scenie mogliśmy podziwiać wspaniałych aktorów, m.in.: Julię Mroczkowską, Władysława Byrdę, Jarosława Maculewicza, Krzysztofa Arsenowicza, Wojtka Zębałę i Adama Topę. Dołączyły do nas oczywiście dzieci ze Studia Teatralnego Modjeska, Fever Dance Academy i zespół Vera. Wszyscy musieliśmy tańczyć, grać i śpiewać.

Pracę nad tytułową rolą, którą zagrałam, wspominam wyjątkowo dobrze. Przecież ten niewdzięcznik, łobuziak, leń Pinokio jest cudownie zabawny, ale i tragiczny w swoich zmaganiach z własną naturą o to, by być dobrym. A długi nos i ośle uszy?… To kara, którą musiał ponieść za własne lenistwo i kłamstwa.

Wspólnie z nami bawiły się dzieci, ale i dorośli, gdyż baśń Collodiego uczy, wzrusza i bawi kolejne już pokolenia. To historia o poszukiwaniu człowieczeństwa, przyjaźni i miłości.

Wyreżyserowała Pani również jasełka ,,Dzisiaj w Betlejem, czyli historyja o Zbuntowanym Aniele, Krakowiakach, Góralach i kózce, co na fujarce przy żłóbku grała”. Czy nie było to obniżenie lotów, jakie wyznaczyły Wam poprzednie spektakle?

Absolutnie nie. Uważam nawet, że to widowisko podniosło prestiż naszej Sceny Polonia. To było spotkanie z tradycją i kulturą polską, ale nie tylko. Jezuskowi tańcem i śpiewem hołd złożyli tytułowi Krakowiacy i Górale, afrykańska grupa w swoich strojach ludowych, grupa chicagowskich strażaków wystylizowanych na Szkotów w pełnej gali, ze szkockimi dudami, kobzami i różnymi egzotycznymi instrumentami. Chodziło mi o bardziej międzynarodowy wymiar spektaklu. Przeżywaliśmy narodzenie Chrystusa i zrobiliśmy widowisko, w którym udział wzięło ponad 150 aktorów zawodowych i amatorów. Było gorąco, żeby to wszystko reżysersko ogarnąć. Było trudno, ale praca dawała twórczą radość wszystkim – zarówno wykonawcom, jak i widzom.

Umówiłyśmy się na rozmowę o godzinie 2.30, a nagle przełożyła Pani spotkanie na 6.00. Dlaczego?

Przepraszam, ale Scena Polonia rusza z nowym pomysłem, więc zazwyczaj w takich momentach dopinamy projekt, twórczo się kłócimy z Krzysiem i… w konsekwencji spóźniam się na spotkania.

O co tym razem toczył się spór?

Tym razem będzie to Radiowy Teatr Sceny Polonia, czyli słuchowiska radiowe w dwóch odsłonach. Dla dzieci baśnie braci Grimm, Andersena, bajki Mickiewicza, Krasickiego, Brzechwy i Tuwima.

A dla dorosłych?

Dla dorosłych? Rownież klasyka polska i światowa, ale i teksty współczesne. Jako ciekawostkę dodam, że czytać będziemy m.in. teksty moich kolegów, z którymi studiowałam. Radiowy Teatr Sceny Polonia to teatr wyobraźni, zatem słuchajcie nas już wkrótce na fali 1030AM.

Na jakie widowiska zaprosi nas Scena Polonia w najbliższym czasie?

Przygotowujemy jedną z najpopularniejszych fars Raya Cooneya, czyli „MayDay”. Jest to historia pechowego taksówkarza bigamisty, którego szczęśliwe życie u boku dwóch kobiet przerywa niespodziewany wypadek. Tajemnica wychodzi na jaw, wywołując lawinę absurdalnych sytuacji. Bohater miota się, usiłując ukryć podwójne życie przed małżonkami, mediami i policją. Sztuka grana jest już od lat, przez wiele teatrów na całym świecie i cieszy się niesłabnącym powodzeniem.

Bierze też Pani udział w wielkim koncercie „Aktorzy Aktorom”.

W tym koncercie, zorganizowanym pod patronatem polskiego Konsulatu Generalnego, biorą udział wszyscy chicagowscy artyści. Dochód z koncertu w całości przeznaczony jest na dom aktorów weteranów w Skolimowie. Wybrałam przepiękną piosenkę ,,Znikanie”, którą wykonuję wspólnie z zespołem Antykwariat. Utwór o ulotności, przemijaniu – „smak, zapach, dotyk, zawrót głowy, okno, przez które patrzę. To przecież nie są jeszcze dowody, że jestem, że będę zawsze…”. Nie mogło mnie w takiej akcji zabraknąć.

Każdego roku na Dzień Teatru jakaś znana postać teatru wygłasza przesłanie, które tłumaczone jest na 20 języków. Pierwsze w 1962 r. napisał Jean Cocteau.

Orędzie na 50-lecie Światowego Dnia Teatru w 2012 r. napisał znany aktor John Malkovich. Powiedział w nim takie oto słowa: „Niech wasze dzieła będą ważne i oryginalne. Niech będą głębokie, wzruszające, niepowtarzalne i niech skłaniają do refleksji. Niech wspierają nas w rozważaniach nad tym, co znaczy być człowiekiem i niech w tych rozważaniach znajdzie się wiele serca, szczerości i wdzięku. Obyście przezwyciężali przeciwności losu, cenzurę, ubóstwo i nihilizm, z jakimi wielu z was z pewnością przyjdzie się zmierzyć.

Bądźcie obdarzeni talentem i dyscypliną, które pozwolą wam mówić o biciu ludzkiego serca w całej jego złożoności, jak również pokorą i ciekawością, by uczynić z tego dzieło swojego życia. I niech to, co jest w was najsilniejsze – bowiem zdoła tego dokonać tylko to, co w was najsilniejsze, i to zaledwie w bardzo rzadkich i krótkich chwilach – nada formę temu najprostszemu z pytań: jakie jest nasze życie?”.

Myślę, że wasza Scena Polonia realizuje te piękne cele. Pani Kingo, na Pani ręce, wszystkim, którzy tę scenę tworzą, w imieniu miłośników teatru składam najszczersze życzenia, abyście grali zawsze przy pełnej widowni i aby w Chicago był prawdziwy polski teatr. Dziękuję za rozmowę.

I ja dziękuję, i zapraszam wszystkich do naszego teatru, bo teatr to my wszyscy.

 

Dziękujemy Pani Katarzynie Murawskej i Redakcji Dwutygodnika „Gwiazda Polarna” za udostępnienie nam wywiadu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fotografie:

©Kamila Sumelka. Koncert „Artyści Artystom”

©Krzysztof Babiracki

©Krzysztof Babiracki. Kadr z filmu ,,Barista”


Poleć innym